Espada com banana PL

Posłuchaj mojego podcastu tutaj: Espada com banana

Czy wiedzieliście, że słowo “funcho”, które nadało nazwę stolicy Madery, pochodzi od kopru włoskiego, gęsto porastającego zbocza Zatoki Funchal?

Na Maderze można kupić małe, przejrzyste cukierki, w kolorze cappuccino, które są absolutnie oszałamiające. Przeczytałam kiedyś gdzieś, że robione są one z lukrecji i od tego czasu żyłam w kłamstwie, w każdej chwili gotowa obrażać Skandynawów za to, że jeszcze nie odkryli przepisów i nie zrobili czegoś z tą ich obrzydliwą czarną lukrecją w formie czarnych śmierdzących gumowych słodkości od których skręca wnętrzności!

Istnieją trzy rośliny, które najwyraźniej są dość podobne w smaku i są to anyż, koper włoski i lukrecja. Osobiście wybrałabym koper włoski, gdybym musiała wybierać, mimo że dość poważnie się po nim pierdzi, ale tak naprawdę to osobiście pierdzę często i bardzo lubię to robić. Cały świat pięknieje jak za dotknięciem magicznej różdżki kiedy sobie popuścisz, a życie od razu staje się o wiele lepsze. Dlatego być może tak mocno zakochałam się w porcie Funchal. To takie moje Miasto Pierdów, w którym czuję, że mogę 🙂

Mówiąc o bąkach, kiedy miałam może 16 lat, pojechaliśmy na wycieczkę szkolną do Niemiec. Za każdym razem, gdy jedliśmy śniadanie, około 9 rano, cała grupa zasiadała przy stole, robiliśmy sobie herbatki, rozpakowywali jedzenie i chrupali je razem przeplatając mlaskanie i siorpanie z rozmową.

Któregoś dnia właśnie to robiliśmy, gdy nagle młody przystojny, wysoki niemiecki koleś wstał, aby zapodać jeszcze jedną herbatę i wystrzelił ze swojej armaty z siłą, która mogła wysadzić okno wraz z framugą.

Wtedy to właśnie w nadzwyczajnie zwyczajny sposób dowiedzieliśmy się, że Niemcy wierzą w pierdzenie tak mocno, jak wierzyli w Antona z Tyrolu, kiedy tam byliśmy – a to był totalny hit!

Muszę powiedzieć, że zgadzam się. Być może walenie bąków przy stole i wśród gości nie jest zbyt optymalnym rozwiązaniem, więc bądźcie mili i wymykajcie się do toalety, ale strzelajcie! Zawsze. A koper włoski moi drodzy, czyni cuda! Jeśli jeszcze o tym nie wiecie, to zapamiętajcie to sobie, że świetnie nadaje się do produkcji hormonów, pierdów i mleka w piersiach matki.

Ale, że nie wszyscy przepadają za mlekiem z piersi, dziś upichcimy coś innego. Będziemy potrzebować następujące składniki dla dwojga:

  • 2 filety czarnego pałasza, każdy około 200g
  • 2 banany z Madery, ale i inne ujdą z braku laku
  • szczypta soli, świeżo posiekane oregano i świeżo zmielony pieprz
  • czosnek
  • mąka
  • bułka tarta
  • 2 jaja (jedno do ryb a drugie do bananów)

Zanim jednak zaczniemy, musimy najpierw załatwić kilka spraw.

Wszystko zaczyna się w bardzo wczesnych godzinach porannych w porcie w Funchal. Rybacy wynoszą swoje połowy na brzeg i pakują je do skrzyń wypełnionych lodem. Stąd ryby albo jadą prosto do restauracji, albo, jak poniższy tuńczyk, na targ rybny w Funchal, gdzie wykwalifikowana osoba pozbawi go ości i wyfiletuje, aby mógł bezproblemowo znaleźć się na stołach obiadowych zarówno lokalnych mieszkańców tudzież ich gości.

Postanowiliśmy śledzić panów rybaków i podążać za nimi aż do Targu Rybnego.

Zaparkowaliśmy naszego wynajętego jeepa na poboczu pobliskiej ulicy. Weszliśmy do bardzo przestronnego budynku wypełnionego tłumami i od razu zachłysnęliśmy się atmosferą tego miejsca.

Wszędzie była woda. Kapała ze stołów i lad tworząc kałuże na podłodze. Przyszliśmy dość późno, ponieważ większość stołów była już pusta.

Sprzedawcy odkładali to, co pozostało niesprzedane, a może, co trzeba było dostarczyć jeszcze do restauracji i hoteli. Mieliśmy jednak szczęście, bo udało nam się znaleźć to, po co każdy turysta przyjeżdża do tego miejsca – espadę!

W języku polskim – pałasz, tutaj czarna wersja. Długi przerażający potwór, wyglądem przypominający węgorza, żyjący w bardzo głębokich wodach, między 200 a 1800 m, głównie w wodach Japonii i Madery szczególnie.

Podobno jest on również łowiony wokół Islandii, Irlandii i Francji. Jeśli tak, to musiałyby to być młode pałasze, bo choć wciąż nie znamy nawet cyklu życiowego ryb espada, to już dowiedzieliśmy się, że po naszej stronie świata, zapłodnione jaja płyną wraz z planktonem i trafiają w okolice Wysp Owczych. Tutaj rosną, a kiedy osiągną dorosłość, migrują do regionu Wysp Kanaryjskich i Madery.

Ryba ta spędza tylko godziny dzienne w bardzo głębokich wodach. W nocy poluje na kraby, krewetki i mniejsze ryby w płytszych zakątkach oceanu. Uważa się, że młode nie schodzą poniżej 300 metrów. Ta ryba jest uważana za dorosłą, gdy osiąga 80 cm długości. Może dorastać do około 110 cm.

Weźmy teraz trochę bananów. Są tutaj pyszne. Rosną w miejscach, zdałoby się całkowicie niedostępnych i niemożliwych do kultywowania. Strome zbocza wulkanicznych gór, które często swą stromizną przypominają klify, są miejscem, gdzie banany z Madery są w domu. Obsadzane są nimi również niekończące się tarasy Camara de Lobos na przykład, gdzie jak już wspomniałam zbudowano replikę karaki Santa Maria de Colombo, gdzie Churchill zatapiał się w relaks i malowanie.

Banany rosną absolutnie wszędzie na Maderze, a ich liście wystają na drogę, więc w rzeczywistości można ich dotknąć wystawiając rękę przez okno samochodu.

Oczywiście Madera słynie z naturalnych skarbów – owoców i kwiatów. Na rynku jest ich mnóstwo.

Opuściliśmy to kolorowe miejsce w poszukiwaniu wszystkich rzeczy wciąż nieodkrytych, ponieważ Funchal, mimo że był naszą bazą wypadową, został pozostawiony do odkrycia jako ostatni.

Grupy miejscowych mężczyzn zabawiały się grając w karty w brudnych zakątkach starego miasta. A niektórzy nie mieli już ani pieniędzy, ani energii, więc zamiast tego, ucinali sobie drzemkę na ławeczce.

Zmęczeni upałem dnia, wędrowaliśmy po bajecznie zaprojektowanych uliczkach i rynkach, robiąc zakupy i podziwiając fascynujące dzieła sztuki, jakim są tutaj chodniki. Wykonane z małych kamieni mozaiki przedstawiają sceny z bogatej historii wyspy.

Wystawy okienne zapraszały nas wszędzie, ale najciekawsze z nich pokazywały misterną sztukę rękodzieła – szydełkowane i haftowane obrusy, serwetki, firany, z których tak słyną maderskie panie. I panowie!

Wszędzie ktoś coś sprzedaje, ale my koncentrujemy się na małym stoliku z monetami, gdzie kupuję bajeczne stare monety z czasów, gdy Portugalia nie była jeszcze częścią UE, a Madera miała Santa Marię na rewersach.

W końcu docieramy do dużego placu – Praça do Município, który jest głównym placem w Funchal. Pewnego dnia muszę tam pojechać, aby zobaczyć, jak strąki jego niezwykłego drzewa kapokowego eksplodują wiosną w gigantyczne waciane kulki.

Plac otoczony jest historycznymi budowlami, takimi jak na przykład ratusz. Możecie spacerować po dziedzińcu i pochłaniać piękno dekoracji ściennych.

Kościół na Praça do Município, popularnie znany jako Kościół Kolegialny, jest wspaniałym przykładem XVII-wiecznego stylu manierystycznego. Jego rzeczywista nazwa to Kościół São João Evangelista. Uważany za jedną z najpiękniejszych portugalskich świątyń swojej epoki i jedną z najbogatszych świątyń na wyspie.

Posiada on niezliczone ilości XVII i XVIII – wiecznych kaplic ozdobionych złoconym drewnem, mieniących się w świetle świec. Kaplica Jedenastu Tysięcy Dziewic (popatrzcie na zdjęcie poniżej z wieloma postaciami pod arkadami) jest uważana za najbardziej godną podziwiania, podobnie jak nowe organy zainstalowane tam w 2008 roku oraz płytki ceramiczne, które zostały wyprodukowane w Lizbonie w XVII wieku. Ja tam osobiście nie widziałam absolutnie nic w tym kościele, co nie byłoby warte opadu szczęki.

Niestety nie zrobiłam zdjęcia drzwi w atrium, otoczonych dwoma chrzcielnicami w kształcie muszli. Drzwi wykonane są ze skrzynek po cukrze – tzw. caixa de açúcar. Pamiętajcie, że handel cukrem stanowił wielki biznes na Maderze, co było głównym powodem, dla którego Kolumb tutaj zaglądał i ostatecznie osiadł na wyspie Porto Santo.

No sami powiedzcie, nie spędzalibyście godzin na modlitwie, gdyby to był Wasz lokalny kościół? Bo ja tak.

Wreszcie za rogiem znajdujemy prawdziwy klejnot, na który tak bardzo chcieliśmy się natknąć – sklep z winami Madera Seniora Oliveiry.

Winnice Madery już od co najmniej 300 lat tłoczą się wśród gór, czasem nad samym morzem, czasem na stromych zboczach. Jeśli znacie wino Porto z O’Porto w Portugalii, pokochacie wina z Madery.

Istnieje ogromna różnorodność winogron i rodzajów finalnych produktów, z których można wybierać. Wino to jest uważane za najtrwalsze ze wszystkich win świata ze względu na fakt, iż grona są zbierane wcześnie, a następnie dojrzewają w 40-50 °C, co przyspiesza ich fermentację. Następnie dodawany jest mocniejszy alkohol, dzięki czemu powstaje wspaniały trunek z siłą gdzieś pomiędzy 17-22%, który może być słodki lub wytrawny.

Tego trunku po prostu nie da się opisać. Musicie tam pojechać i spróbować sami, ponieważ jeśli jesteście amatorami regularnych typów win, to smaku tego z Madery nie uda mi się Wam określić.

Powyższy proces produkcji, który nawiasem mówiąc nazywa się maderyzacją i który zapewnia długowieczność wina, został wprowadzony ze względu na odległość między wyspą a lądem Europy. W dawnych czasach dystans ten powodował, że regularnie produkowane wina psuły się podczas żeglugi. A tym sposobem na świecie wciąż znajdziecie butelki reserva z czasów Napoleona!

Pereira D’Oliveira jest jednym z 8 oficjalnych producentów i dystrybutorów wina z Madery. Ta firma jest w rękach rodziny założycielskiej. Oliveirowie rozpoczęli swoją przygodę z winem w połowie XIX wieku. Piękny XVII-wieczny budynek, w którym mieści się sklep, jest jednym z najstarszych oryginalnych budynków w Funchalu. Rocznie produkuje się tu około 150 000 litrów wina, z czego zdecydowana większość pochodzi ze szczepu Tinta Negra Mole, będącej główną odmianą winorośli, z której produkowane są wina z Madery. Osobiście uwielbiam Boal i zdecydowanie chciałabym spróbować starego, rzadko obecnie używanego szczepu Bastardo.

Pareira D’Oliveira posiada imponującą kompozycję win z XIX wieku, większość z nich jest dostępna w sprzedaży. Ceny są wysokie, bo nawet 580 Euro za butelkę wina z 1850 roku. Ja jednak zauważyłam butelkę z 1830 roku i postawiłam pana Oliveirę w sytuacji bez wyjścia. Uśmiechnął się i poprosił kelnerkę, aby otworzyła butelkę, byśmy mogli skosztować. Nie macie pojęcia jaki to strzał kosmiczny! Nie potrafię opisać smaku i radości, jaką to wino w sobie zawiera i rozdaje. Nawet teraz, gdy o tym piszę, ciary przechodzą mi wzdłuż kręgosłupa.

Ogólnie rzecz biorąc, wino z Madery jest tak wyjątkowe, że po tym jak żeśmy się nim trochę otępili, kupiliśmy kilka butelek, aby jeszcze przez chwilę pożyć wspomnieniem tego fascynującego miejsca. I nie zapomnijcie przegryźć ciastem z Madery! 🙂 Ale to upieczemy innym razem…

Pospacerowaliśmy z powrotem w kierunku portu. Zabraliśmy nasz samochód i podskoczyliśmy jeszcze do Zamku, ponieważ był po drodze do Lido, gdzie się zatrzymaliśmy.

Nie jestem teraz pewna, czy to z powodu upału, czy też otępienia alkoholowego, czy może dlatego, że po prostu chamsko wpatrywałam się w pięknie zaokrąglone pupy żołnierzy, którzy akurat rozmawiali na zewnątrz, że nie dotarłam zbyt daleko.

Szalone drzwi wejściowe wykonane z krystalicznie czystego szkła przejrzały mnie. I zostawiłam na nich odbicie swojej twarzy. Tak tylko, żeby sobie pięknopupe chłopaki mogli popodziwiać.

Na szczęście było już za późno na wizytę, bo na pewno wyrządziłabym poważniejsze szkody jeśli nie mnie, to z pewnością eksponatom…. Tak sobie jeszcze myślę, że może tylko powiedzieli, że już zamknięte po tym, jak zobaczyli, że próbuję przechodzić przez ściany… Tego pewnie nigdy się nie dowiem….

Wróćmy jednak do naszego kulinarnego przedsięwzięcia. Wygląda na to, że mamy już wszystko, aby przygotować Espada com banana!

Przygotowanie:

Ryba

  • Usuń skórę i potnij filety na podłużne kawałki ok. 8cm
  • Przypraw solą, oregano, pieprzem i czosnkiem
  • Przygotuj 2 miseczki, jedna na mąkę a druga na roztrzepane jajko
  • Wlej olej na patelnię i podgrzej go
  • Obtocz rybę w mące a potem w jajku
  • Smaż do momentu, gdy filety będą złoto-brązowe
  • Odsącz olej papierowym ręcznikiem

Banany

  • Przygotuj 2 miseczki, jedna z mąką a druga z roztrzepanym jajkiem
  • Obierz banany i przekrój na połowę po długości
  • Obtocz je w mące, potem w jajku
  • Smaż aż do zarumienienia
  • Odsącz olej papierowym ręczniczkiem.

Podawaj na talerzu z małymi ziemniakami lub ryżem.

Pałasz z bananami stał się popularny na Maderze, ponieważ jest to dla wyspy świetna okazja do wykorzystania jej zasobów naturalnych w branży turystycznej. Miejscowi raczej nie kwapią się do pałaszowo-bananowej wersji.

Jest jedna rzecz, którą należy wziąć pod uwagę podczas gotowania lub jedzenia pałasza w restauracji – pamiętajcie, że ryba ta może być trująca, jeśli jest spożyta niedogotowana. Podobnie jak w przypadku wieprzowiny lub wielu innych zwierząt, które my, ludzie uwielbiamy jeść. Espada, spożywa ryby i skorupiaki, mogące być gospodarzami pasożytów, podobnych do ludzkiej glisty, które mogą przyczepić się do ściany żołądka lub jelita. A potem macie operację. Przypomniało mi się a propos, że zaledwie kilka lat temu tasiemiec był używany przez celebrytów do szybkiej utraty wagi. Myślę, że niektórzy z nich stracili trochę więcej…

Pamiętajcie również, aby unikać wątroby pałasza ze względu na wysoką zawartość rtęci.

My cieszyliśmy się naszym pierwszym pałaszem z bananami we wspaniałej nadmorskiej wiosce Gardim do Mar – Ogród Morza, z oszałamiającym widokiem z balkonu na drugim piętrze.

I rzeczywiście, miejscowi bawią się tutaj w Oceanie, tak jak nasze dzieci w ogrodzie. Kiedy wędrowaliśmy maleńkimi uliczkami, matki wołały swoje dzieci na obiad. A zgadnijcie, co te dzieci robiły? 🙂 nurkowały….

Bom proveito!

Anna

*przepis zapożyczony z: ocean-retreat.com

One-Time
Monthly
Yearly

Make a one-time donation

Make a monthly donation

Make a yearly donation

Choose an amount

$5.00
$15.00
$100.00
$5.00
$15.00
$100.00
$5.00
$15.00
$100.00

Or enter a custom amount

$

Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

DonateDonate monthlyDonate yearly

Święty Port Porto Santo

Jak zawsze, jeśli wolicie posłuchać tego artykułu, kliknijcie tutaj: Święty Port Porto Santo

Życie ma więcej wyobraźni niż my nosimy w naszych snach. – Krzysztof Kolumb

Łatwo zapamiętać, że ta mini wyspa Porto Santo, należąca do archipelagu Madery, znajduje się 43 km na północ od Madery i ma prawie 43 km² powierzchni. Otoczona jest przez kilka maleńkich niezamieszkanych skalnych wysp. Na stałe żyje tu około 5,5 tys. mieszkańców.

Maleńkie lotnisko na środku wyspy mogłoby Was tu przywitać, gdybyście mieli prywatny odrzutowiec, ale jeśli nie, to najprawdopodobniej, tak jak ja, będziecie zmuszeni do skorzystania z promu bezpośrednio z Funchal. Poniżej kopia mojego biletu z 2008 roku:

Prom opuszcza port Funchal na Maderze dość wcześnie. Dotarcie do Porto Santo zajmuje około 1,5 godziny. Niektórzy ludzie spędzają wakacje na tej maleńkiej wyspie i mogę ją całkowicie polecić, jeśli jesteście jednymi z tych, którzy są w stanie spędzić 12 godzin dziennie na plaży przez cały tydzień. Ale jeśli nie, to pewnie dwa dni będą wystarczające. Zwłaszcza, że niesamowita Madera jest tak fantastyczna, iż moim zdaniem nigdy nie można mieć jej dość.

Warto wcześnie wstać i spędzić pierwsze magiczne godziny poranne w porcie Funchal.

Podążając za światłem słońca, opuściliśmy stary świat. – Krzysztof Kolumb

Weszliśmy na pokład. Powoli opuściliśmy Funchal i podążyliśmy wzdłuż wschodniego wybrzeża Madery, mijając Machico i Ponta de São Lourenço po naszej lewej stronie oraz Ilhas Desertas (Bezludne Wyspy), w rzeczywistości zamieszkane tylko przez pająki, po naszej prawej stronie w oddali i dalej na otwarty ocean. Woda falowała za nami. Było bardzo gorąco. Klimat tutaj jest subtropikalny, dlatego temperatury prawie nigdy nie schodzą poniżej 23 °C. W okresie letnim 30 plus jest gwarantowane przez co najmniej kilka miesięcy z rzędu.

Funchal, stolica Madery, pozostaje portem, do którego regularnie zawijają statki wycieczkowe, przecinające Ocean Atlantycki. W przeszłości Winston Churchill pomieszkiwał tu i leczył swojego “czarnego psa” depresji, malując krajobrazy okolic Câmara de Lobos. Cesarz austriacki Karol I i cesarzowa Sissi również odwiedzali i do dziś ich potomkowie pojawiają się tu dość często. Ta Zielona Perła Atlantyku, którą jest Madera, przyciągnęła także George’a Bernarda Shaw’a swymi fascynującymi widokami, jedzeniem, ludźmi i kwiatami.

Zainteresowanie tą wyspą było zawsze duże, jej niedostępność stanowiła zatem problem. Madera chciała otworzyć się nie tylko na turystykę, ale także na handel z Portugalią kontynentalną i jednocześnie z resztą świata. Dlatego też w 1964 roku zbudowano lotnisko, tuż na obrzeżach Funchal na wschodnim wybrzeżu wyspy.

Nie było to jednak łatwe zadanie. Większość z Was może nie wiedzieć, że Madera to góry i tunele biegnące przez góry. Znalezienie długiego, prostego i płaskiego obszaru, wystarczającego do zbudowania pasa startowego, było praktycznie niemożliwe.

Mały kawałek ziemi sąsiadujący z górą na obrzeżach pięknej wioski Machico, okazał się być może nie idealny, ale dało się z nim pracować. Oczyszczono teren i zbudowano dwa pasy startowe o długości 1600 metrów każdy.

Nie były one jednak ani bezpieczne ani wystarczające dla rosnących samolotów, dlatego w 1986 roku jeden z pasów startowych, który znajdował się bliżej góry, został na stałe zamknięty, a drugi przedłużony do 1800 metrów.

Powtórzyła się ta sama historia – niewystarczająco dobry dla coraz większych samolotów i szybko rosnącej turystyki. W związku z tym do istniejącego pasa dodano kolejny kilometr, aby uzyskać 2781 metrów pasa startowego, który częściowo znajduje się na lądzie, ale głównie na słupach wbitych w Ocean Atlantycki.

Każda ze 180 kolumn ma około 70 metrów wysokości i dlatego najlepiej widać ją podczas jazdy pod płytą lotniskową, co jest koniecznością w drodze z Funchal na lotnisko lub do Machico. Naprawdę fascynujące doświadczenie: wyobraźcie sobie, że najpierw przejeżdżacie przez kilkukilometrowe tunele tylko po to, aby skończyć na super wysokim moście, który następnie zabierze Was pod platformę pasa startowego lotniska, gdzie jedziecie między wspomnianymi kolumnami, aby skończyć w innym tunelu z kilkoma pasami i rondami do nawigacji.

Wyżej wymieniona rozbudowa została otwarta w 2002 roku i była doceniona na całym świecie. Dwa lata później otrzymała Nagrodę za Wybitną Strukturę od Międzynarodowego Stowarzyszenia Budownictwa Mostowego i Lądowego.

Dziś lotnisko Funchal obsługuje 3 miliony klientów rocznie.

Przejażdżka promem to doskonała okazja do podziwiania niesamowitych widoków na lotnisko na Maderze, które jak widać, jest bardzo wyjątkowe i piloci muszą przejść specjalne szkolenie, aby móc tam lądować i startować. Jest to jeden z powodów, dla których Funchal jest droższy w porównaniu z sąsiednimi Wyspami Kanaryjskimi. Większość linii lotniczych po prostu nie lata tu regularnie. W związku z tym pozostają loty czarterowe lub loty łączone, ponieważ port jest używany głównie przez portugalskie linie lotnicze. Ponadto, ze względu na brak typowych dla Wysp Kanaryjskich piaszczystych plaż i ryzyko mżawki, ludzie wolą te pierwsze, które jednocześnie są tańszą opcją.

Nie wiedzą co tracą. Przekonajcie się sami, bo od kwietnia Ryanair będzie obsługiwał trasy do Funchal’u nawet dwa razy w tygodniu!

A czy wiecie, czyje nazwisko nosi lotnisko w Funchal? Tak, niesamowicie utalentowanego, rodem z Funchal, Cristiano Ronaldo oczywiście. Poniżej raczej niefortunna rzeźba słynnego piłkarza.

Zobacz obraz źródłowy
Source: theweek
Zobacz obraz źródłowy
Source: fmkorea

Na szczęście jego matka sprzeciwiła się temu, a rzeźba została zastąpiona przystojniejszą i bardziej realistyczną wersją. Można ją zobaczyć w terminalu lotniska.

Zobacz obraz źródłowy
Source: bleacher report
Zobacz obraz źródłowy

A skoro o Ronaldo mowa, to ma on jeszcze jeden pomnik, w porcie Funchal. Ponoć potarcie jego “wiecie czego” przynosi szczęście 🙂 Zastanawiam się, co na to mama 🙂

R.E.M. = R-onaldo E-ros z M-adery.

Porto Santo to 9 mil złotej, piaszczystej plaży – Praia Dourada, która biegnie wzdłuż całego południowego wybrzeża wyspy i to tutaj większość przybywających na Maderę udaje się na słoneczną część swojego pobytu. Trzy plaże Madery są małe i z czarnego piasku wulkanicznego. Mieszkańcy Madery podróżują tu regularnie. Zakładam, że mają zniżkową ofertę na podróże promem, ale nie jestem pewna.

Gdy zbliżacie się do Porto Santo, pierwszym widokiem, który pojawia się przed Waszymi oczami, są strome klify sąsiednich wysepek. Nic nie sugeruje tego, co kryje się tuż za nimi. A kiedy to, co się za nimi kryje, otwiera się przed Wami, możecie być pewni, że Wam szczęki opadną i będziecie się ślinić, nie zdając sobie z tego nawet sprawy.

Silniki się zatrzymały. Łódź ustawiła się przy molo. Wszyscy spojrzeli w lewo i…

…. dosłownie zaczęli wybiegać z promu.

My poszliśmy znaleźć najbliższą wypożyczalnię samochodów i dostaliśmy maleńkiego smroda na cały dzień za równowartość tego, co zapłaciliśmy za wynajęcie jeepa na tydzień na Maderze, ale trzeba było to zrobić!

W Porto Santo nie ma zbyt wielu dróg i dlatego przejechaliśmy nimi wszystkimi! I jeszcze pozostało nam kilka godzin na cieszenie się plażą!

Nie ma potrzeby dużo tu mówić, więc pozwólcie, że zabiorę Was na wycieczkę fotograficzną po tym małym klejnocie na Atlantyku.

Calheta – Ponta (Ponta da Calheta) po przeciwnej stronie plaży z bajecznymi widokami na Ilheu de Baixo i wybrzeże.

Następnie, Ponta da Canaveira po północnej stronie z widokiem na Ilheu de Ferro:

Jak zauważyliście, mój bilet na prom pochodzi z 2008 roku. Cieszę się, widząc bardzo pozytywne zmiany na Porto Santo. Kiedy my tam byliśmy, było znacznie mniej miejsc noclegowych, a także punktów gastronomicznych, w porównaniu do tego, co widzę teraz podczas przeglądania internetu. Niektóre główne zabytki, takie jak Moinhos de Vento (Wiatraki) były kiedyś zaniedbane i opuszczone, podczas gdy teraz wydają się być prawdziwą atrakcją turystyczną. To sprawia, że moje serce skacze z radości 🙂

Zobaczcie poniżej, 2008 vs 2021 (betonowe konstrukcje, widoczne na moim zdjęciu, również zniknęły – ufff!). To Miraduro de Portela.

W końcu, zanim jeszcze udaliśmy się na akcję plażową, odwiedziliśmy Vila Baleira. Piękne, małe i świetnie utrzymane miasteczko, dumne ze swojej najsłynniejszej atrakcji turystycznej na wyspie – Casa de Cristóvão Colombo – Dom Krzysztofa Kolumba – Museu do Porto Santo, muzeum znajdujące się w domu, w którym kiedyś mieszkał podróżnik.

Muzeum jest nie tylko dokumentacją obecności odkrywcy w archipelagu Madery, ale także wskazuje na strategiczne znaczenie wyspy w czasach portugalskiej ekspansji morskiej. Kolumb pracował tu jako handlarz cukrem.

W połowie września na wyspie odbywa się Festiwal Colombo. Krzysztof Kolumb mieszkał w Porto Santo przez kilka lat z Philipą Moniz, którą poślubił w Lizbonie. Była ona córką kapitana, a la zarządcy, Porto Santo. To tutaj urodził się jego syn, Diego. Miał jeszcze jednego syna z nieprawego łóża.

Jeśli chodzi o sam Festiwal, cóż, jak to z festiwalami bywa, ten przeniesie Was z powrotem do świata końca XV-wiecznego archipelagu Madery. Będziecie bawić się na lokalną modłę, z lokalnym jedzeniem i muzyką. Zobaczycie życie mieszkańców, z czasów, gdy Kolumb przechadzał się wzdłuż Praia Dourada.

Liczne pokazy, parady, gry, zabawy, stragany, cyrk, teatr i wystawy bawią turystów. A wszystko to na tym maleńkim kawałku ziemi gdzieś na Atlantyku. Wśród nich wielką atrakcją jest scena przybycia Kolumba na wyspę odgrywana przez aktorów.

Łódź, którą widzicie na poniższym filmie, nazywa się Santa Maria de Colombo i to na niej właśnie przypływa wielki nawigator. Jeśli jesteście na tyle odważni, aby wejść na jej pokład z prawdziwymi żeglarzami, możecie. Pokażą Wam delfiny, jeśli jesteście dobrymi chłopcami i dziewczynkami, a na koniec poczęstują Was winem i ciastem z Madery. O tym jednak w innym moim artykule 🙂

Jednakże

Łatwo jest odkryć to, co inny odkrył wcześniej. – Krzysztof Kolumb

dlatego teraz przyszedł czas na WAS! by udać się tam i znaleźć dla siebie rzeczy jeszcze nieodkryte.

Aby pomóc Wam znaleźć drogę, oto mapa, której Kolumb rzekomo używał podczas swoich licznych podróży. Strzeżcie jej swoim życiem!

Source: wiki commons

Ahoj!

Anka