Lizbona – majtkowy szał

Dla tych, którym nie chce się czytać, nagrałam podcast. Wystarczy kliknąć tutaj: Lizbona – majtkowy szał

This image has an empty alt attribute; its file name is lisbon-old-city-map.jpg
Historyczna mapa Lizbony, źródło: internet

Był rok 2004. Postanowiłam spędzić Nowy Rok w Amsterdamie (jedyne lepsze sylwestrowe imprezy plenerowe odbywają się w Krakowie). Wiem, temat dotyczy południa Europy, wiem. Ale od tego wszystko się zaczęło.

Miałam jakieś 20 lat i razem z kilkoma dziewczynami zrobiłyśmy zapas szampana i z butelkami w rękach udałyśmy się na plac De Dam. Muzyka grała dziko, ludzie z całego świata, upici i ledwo stojący, próbowali zachować resztki godności. Jakiś amerykański koleś wyjął maleńką płaską metalową buteleczkę whisky, jak te ze starych filmów o dzikim zachodzie, i zaproponował mi łyka. Potem tańczyliśmy i śpiewaliśmy przez chwilę, aż najprawdopodobniej upadł, a ludzie wdeptali go w bruk, chociaż mam nadzieję, że nie.

Zbliżała się północ i dwóch przystojnych nieznajomych pojawiło się obok nas, żeby złożyć życzenia. Mówili zabawnie, pomyślałam, ale kto nie mówił śmiesznie o północy w Sylwestra w Amsterdamie. Zwłaszcza, że główne zaplecze narkotykowe znajduje się dosłownie jedną ulicę dalej i jest wieeeelkie.

I tak poznałam Pedra i Miltona, których potem spotkałam jeszcze kilka razy w Krakowie, ponieważ całkowicie zakochali się w tym mieście i zupełnie się im nie dziwię!

Ci dwaj pochodzili z Portugalii. Myślę, że to było wszystko, czego udało nam się dowiedzieć o sobie tamtej nocy 🙂 Ale poświęciliśmy czas na wymianę numerów telefonów. To była era przed smartfonami, wyobraźcie to sobie!

Dużo studiowałam o architekturze Portugalii i zakochałam się w plateresco i azulejos na długo przed naszym spotkaniem, ale chłopaki dodali mi jeszcze większej ochoty swoimi opowieściami na zwiedzenie ich kraju.

Sporo czasu minęło zanim udało mi się spełnić to marzenie, ale pewnego dnia nadszedł ten czas, by w końcu odwiedzić krainę klifów, oceanu, niesamowitego jedzenia, najlepszych ręcznie robionych butów i tej wspaniałej architektury!

Pierwszym miejscem na liście była Lizbona, siedziba Pedra i Miltona, o której słyszałam tak wiele pięknych historii i odważyłam się uwierzyć, że są prawdziwe.

Przy podejściu do lądowania w LIS (kod IATA dla lotniska w Lizbonie), rzeka Tag jest tym co widzisz z okna samolotu. Wieeelka, największa na Półwyspie Iberyjskim, i przecina miasto na pół. Na szczęście żył tu kiedyś pan Vasco Da Gama, który, jak wiemy, porzucił przekonania, że świat jest żółwiem, a wody skończą się, gdy dopłyniesz do krawędzi jego skorupy i odważył się zaryzykować życie własne i swojej załogi, aby podróżując wokół Afryki, dotrzeć do Indii.

I tak w jego imieniu zbudowano wspaniały most Vasco da Gama, który jest najdłuższym mostem w Europie, a także centrum handlowe w dzielnicy Parque das Nações.

Parque das Nações to najnowsza dzielnica Lizbony, w której znajduje się również najpiękniejsze Oceanarium, jakie osobiście kiedykolwiek odwiedziłam do tej pory. Poza tym przejażdżka kolejką linową jest koniecznością.

Innym słynnym mostem jest Most 25 kwietnia, tuż przy Wieży Belem po drugiej stronie starego miasta. Opiekuje się nim sam Jezus (Sanktuarium Chrystusa Króla). Dokładnie taki, jak ten w Rio. Taki widoczek z europejską mieszanką San Francisco i Rio 🙂

Miasto jest ogromne. Administracyjnie jest ono podzielone na bairros (dzielnice) a każda z nich jest jak zupełnie odmienny świat. Najładniejsze są oczywiście te najstarsze, a każdy centymetr to świetne miejsce na zdjęcie. Zobaczcie kilka poniżej z okolic Rua Augusta (główna ulica z Łukiem Triumfalnym prowadząca do portu) Baixa, Alfama, Alto, Chiado.

Mieszkanie, które wynajęliśmy na 3 dni, znajduje się na Rua dos Funceiros, a więc dosłownie w najbardziej historycznej części miasta. W związku z tym chodzenie było najlepszym sposobem poruszania się i całkowicie to polecam, ponieważ istnieje niesamowita liczba miejsc, do których można dotrzeć pieszo.

Jeśli nie jesteś fanem spacerów, zwłaszcza, że Lizbona jest raczej pagórkowatym miastem, wskocz do jednego ze starych pięknych tramwajów, które są wizytówką tego miasta. Nie można takiej jazdy przegapić! Co w ten sposób jednak na pewno przegapisz to wszystkie te bajecznie kolorowe sklepy z ręcznie robionymi butami i ubraniami, które byłyby tak passe, tutaj w Irlandii. Ach, mentalność mody w słonecznych miejscach opiera się na kolorach, bawełnie i rzemiośle. Ah ah ah….

Położona na małym wzgórzu, w drodze do São Jorge Castelo, znajduje się XXII-wieczna Katedra Metropolitalna Najświętszej Marii Panny Większej. Warto odwiedzić oba miejsca w ciągu jednego dnia, chociaż dojście do zamku wymaga odrobiny wytrzymałości, więc nie dla osób o słabym sercu!

Ale… tramwaj Was tam zabierze.

Jeśli chodzi o katedrę, jest to najstarszy kościół w mieście, przetrwał wiele trzęsień ziemi, dlatego też jest teraz mieszanką architektoniczną. Nie przegapcie i odwiedźcie jej wnętrze. Wkroczycie do podziemi tego budynku. Warstwy wykopanych ruin są odkryte i otwarte dla zwiedzających.

Poza tym, kościół jest majestatyczny, wydaje się być ciężki, ale jego ciemność emanuje ciepło i spokój. Pięknie zaprojektowane, w kształtach i kolorach, witraże tylko dodają tej bajkowej atmosfery i uroku.

Spacer na wzgórze do Zamku São Jorge może być trudny, ale widoki po drodze są bezcenne. Idziecie przez Alfamę, najstarszą część miasta. Azulejos (kolorowe malowane płytki specyficzne dla Portugalii, nie zawsze niebieskie pomimo ich nazwy, azul – niebieski) pokrywają wszystko; domy, szopy, okna, drzwi, chodniki nawet, progi. Azulejowe szaleństwo!

Ubrania wiszące na sznurkach za oknami, wyżej, niżej, splątane ze sobą i rozpostarte między ścianami różnych domów. Pranie wydaje się być tutaj Cosa Nostra 🙂 Ciekawe, czy czasami pomylą sobie majtki 😀

W każdym razie, gdy wspinaczkę macie już za sobą, wchodzicie na dziedziniec. Trochę jak mały ogród z drzewami pomarańczowymi. Ha! tyle tylko, że ten ogród rozpościera przed tobą widok na całe miasto. Wszystko było w zasięgu wzroku królów portugalskich i nic dziwnego, że przez wieki Portugalia należała do najbogatszych i najpotężniejszych krajów Europy.

Rozmiar i kształt twierdzy pochodzi od chrześcijańskich władców, jednak oryginalny budynek został wzniesiony tutaj w XXII wieku przez Maurów. I nie jest to pierwszy ani ostatni z tychże w Portugalii. Kraj jest obsypany ruinami, ale także w pełni stojącymi dowodami potęgi Maurów. To dzięki nim możemy teraz cieszyć się fascynującą architekturą alkazarów i ozdobnych pałaców.

Mauretańczycy to nazwa nadana przez chrześcijan plemionom berberyjskim, później także muzułmanom, którzy przybyli z afrykańskiego regionu Mauretanii (części obecnego Algieru, Maroka, Namibii) i zajmowali Włochy, Maltę, Hiszpanię, Portugalię, a nawet części Francji przez około osiem stuleci.

Bairro Alto i Fado w Chiado dla wyczerpanych, głodnych i spragnionych…

Alto oznacza wysoki i wysoko jest. Ale mądrzy lizbończycy wiedzieli, jak poradzić sobie z tym problemem. Bairro Alto i Chiado, położone są wyżej niż Baixa, a te dwa pierwsze są głównymi gospodarzami nocnego życia miasta.

Kiedyś okupowane przez żeglarzy i kupców w XV wieku. A jeśli pamiętacie “Port Amsterdam” Jaquesa Brella :), to wiecie, jak imprezują żeglarze! Więc jeśli i Wy tak imprezujecie, to pewnie wiecie, że chodzenie zmęczonym, tudzież po pijaku nie jest najbezpieczniejszą akcją do podjęcia się, szczególnie w późnych godzinach nocnych.

Tak też powstała Elevador de Santa Justa, jedyna pionowa winda łącząca wspomniane kwartały. W mieście są jeszcze inne: Elevador da Glória i Elevador do Lavra, ale te są równoległymi (właściwie ukośnymi) pociągami linowymi.

Lata 80-te minionego stulecia zapoczątkowały erę życia nocnego w górnej części miasta. Możecie tu przemierzać strome brukowane uliczki, wybrać się na przejażdżkę kolejką linową da Bica, odwiedzić wspaniały kościół St. Rocha i podziwiać widoki z ogrodu Miradouro de São Pedro de Alcântara.

Obszar ten jest pełen różnorodnych barów, kawiarni, pubów, klubów, domów fado, restauracji, barów z przekąskami, z muzyką rockową, latynoską i electro, miejsc do tańca, jak również takich do delektowania się w spokoju drinkiem. Każdy znajdzie coś dla siebie.

My na przykład znaleźliśmy mnóstwo fajnie wyglądających i niezwykle fotogenicznych hydrantów 🙂 a poza tym wspaniały mikro-bar, który oczarował nas na prawie całą noc. Dosłownie wcisnąłbyś do niego maksymalnie 10 osób na stojaka. Dlatego też wielu po prostu pije na zewnątrz, ale najlepszą rzeczą jest tutaj ser … foremka miękkiego sera z mleka owczego po prostu leży sobie obok chleba. Więc pijesz, jesz i gadasz i to wszystko, ale nigdzie indziej na świecie nie wygląda to właśnie tak.

A co do fado… hmmm ja to nazywam portugalskim jazzem 🙂 ale tak naprawdę to bliżej mu pewnie do hiszpańskiego flamenco, tylko z linii tych mniej żwawych. Coś, co tutaj gra się podczas kolacji lub na barowych sesjach:

Droga Lizbono… Na razie to tyle… ale wrócę!

Anka

One-Time
Monthly
Yearly

Make a one-time donation

Make a monthly donation

Make a yearly donation

Choose an amount

$5.00
$15.00
$100.00
$5.00
$15.00
$100.00
$5.00
$15.00
$100.00

Or enter a custom amount

$

Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

DonateDonate monthlyDonate yearly