Krasnoludki

Oczywiście posłuchajcie jeśli czytanie Wam nie miłe: Krasnoludki

Czy to bajka, czy nie bajka,
Myślcie sobie, jak tam chcecie.
A ja przecież wam powiadam:
Krasnoludki są na świecie.
Naród wielce osobliwy.
Drobny – niby ziarnka w bani:
Jeśli które z was nie wierzy,
Niech zapyta starej niani.
W górach, w jamach, pod kamykiem,
Na zapiecku czy w komorze

Siedzą sobie Krasnoludki
W byle jakiej mysiej norze.
Pod kominem czy pod progiem –
Wszędzie ich napotkać można:
Czasem który za kucharkę
Poobraca pieczeń z rożna…
Czasem skwarków porwie z rynki
Albo liźnie cukru nieco
I pozbiera okruszynki,
Co ze stołu w obiad zlecą.
Czasem w stajni z bicza trzaśnie,
Koniom spląta długie grzywy,
Czasem dzieciom prawi baśnie…
Istne cuda! Istne dziwy!

Gdzie chce – wejdzie, co chce – zrobi,
Jak cień chyżo, jak cień cicho,
Nie odżegnać się od niego,
Takie sprytne małe licho!
Zresztą myślcie, jako chcecie,
Czy kto chwali, czy kto gani,
Krasnoludki są na świecie!
Spytajcie się tylko niani.

O Krasnoludkach i o Sierotce Marysi – Maria Konopnicka

Król Krasnoludków, Błystek przymarzał do tronu w swej podziemnej Kryształowej Grocie. Nie mogąc zrozumieć dlaczego Wiosna wciąż nie nadchodzi, wysłał na powierzchnię nadwornego kronikarza Koszałka-Opałka, by jej poszukał. Ten miał bujną wyobraźnię i bardzo wyolbrzymiał co widział, ale śladów nadchodzącej wiosny nie widział. Jednego wieczoru dosiadł się do ogniska, i w zamian za poczęstunek opowiedział dzieciom skąd się wzięły Krasnoludki.

W zamierzchłych czasach Lecha czyli założyciela Polski, brata Rusa i Czecha, Krasnoludki zwane były Bożętami i żyły w ludzkich chatach, gdzie za wyżywienie pomagały domownikom. Za czasów Piasta musiały jednakże opuścić ludzkie siedziby. Najpierw zaczęto je zwać Ubożętami. Miały coraz gorszy byt i coraz bardziej zaczęły się kryć przed ludźmi. Ich rolę w opiece nad dziećmi sprawowały teraz anioły. Aż w końcu wypłoszył je dźwięk kościelnych dzwonów, które wszędzie rozbrzmiewały po tym jak Mieszko i Dąbrówka przyjęli w imieniu Polski chrzest. Nie raz jeszcze pomagają ludziom, jednak zobaczyć je mogą jedynie dzieci. Od swych czerwonych (krasnych) ubranek zaczęto je zwać Krasnoludkami.

Krasny Ludek – Czerwony Ludek, ale także Piękny Ludek to często również Skrzat lub Gnom, postać baśniowa znana właściwie na całym świecie, jednakże przyjmująca zarówno różnorodne lokalne nazwy jak i lekko odmienny wygląd. No bo jakżeby nie, skoro tylko dzieci mogą je zobaczyć. A przecież dorośli dzieciom mało kiedy wierzą, gdy te z szeroko otwartymi oczami i szybko łapiąc oddech, opowiadają o małych ludzikach, które czasem do nich zagadują. Jedynie te dzieci, które zapamiętają coś z tych spotkań są w stanie je opisać, jak już nauczą się pisać. Ale czasem już jest za późno, by z detalami przypomnieć sobie te momenty. Więc krasnale różnią się, bo dorosłe już dzieci, które o nich piszą, pamiętają je tylko wybiórczo. Może to i dobrze, bo w ten sposób świat Krasnali jest światem pięknym, różnorodnym i bogatym.

Dawno dawno temu, Kranoludki i ludzie byli przyjaciółmi. Pomagali sobie wzajemnie i dzięki temu i jedni i drudzy mogli wieść spokojne żywoty. Kiedy ludzie szli do pola, Krasnoludki niańczyły dzieciaki, a gdy zaś wieczorem wracali do domów, odpłacali się skrzatom za przysługę karmiąc je i zapewniając nocleg. Przecież te małe drobinki wcale tak wiele miejsca nie zabierają. A ich żołądeczki jak ziarenko pieprzu też za wiele tych okruchów chleba nie zjedzą.

No ale co robić, przyszły czasy, że Krasnale przeniosły się pod ziemię. I teraz ludzie nazywają je żywiołakami. To brzmi prawie jak jakieś wilkołaki! Ludzie dajcie spokój! No co wy! Ale spoko spoko, nie jest aż tak źle. Żywiołaki to ucieleśnienia najważniejszych z duchów żywiołów ziemi (wody, ognia, ziemi i powietrza, czasem również lodu, magmy, energii i burzy), które pod ziemią dorównują ludziom na ziemi, a promienie słoneczne zmieniłyby je w kamień.

Może to dlatego te krasnale, które pojawiły się nagle jak grzyby po deszczu we Wrocławiu są takie skamieniałe. A właściwie to chyba nawet wręcz jak ulane z brązu!? Nie!

Wrocławskie Krasnale swą egzystencję zawdzięczają działaczom antykomunistycznym, którzy malowali krasnoludki na murach w miejscach, gdzie powstały plamy z farby użytej do zamalowywania przez władze PRL-u napisów i haseł „antysocjalistycznych”. Pierwsze z nich namalowane zostały w sierpniu 1982 roku. W przeciągu roku powstało ich ponad tysiąc w zaledwie sześciu polskich miastach. Krasnale były symbolem walki z komunizmem, który osiągnął szczyt 1 czerwca 1988, w Dzień Dziecka, podczas happeningu Rewolucja Krasnoludków, kiedy to 10-20 tysięcy protestujących przeszło ulicami miasta w czapkach krasnali na głowach.

Krasnoludki zostały na długie lata zapomniane, aż w 2003 roku Urząd Miasta Wrocławia  postanowił ustanowić symbol miasta i stał się nim właśnie Krasnoludek.

Dziś, Wrocławskie Krasnale są fenomenem obejmującym nie tylko miasto, ale i okolice. Ludzie poświęcają godziny na poszukiwania małych stworków wbudowanych w chodniki, ściany, place, parapety i latarnie.

This image has an empty alt attribute; its file name is mapa-z-naklejkami-wroclaw-na-tropie-wroclawskich-krasnali.jpg
Źródło: internet

Ciekawi mnie jedna rzecz i może ktoś mi kiedyś podpowie; wiadomo kim komuniści byli i wiadomo że po rosyjsku krasivyj to ładny, po czesku ładny to krasny, a w Czechosłowacji sytuacja była o wiele cięższa. Czy wybór Krasnych ludków miał właśnie “obnażać absurdy systemu poprzez parodię i skłaniać do myślenia“? Hmmm….

Pierwszym Krasnalem jest stojący na Rynku wrocławskim Papa Krasnal czyli symbol “Majora”, przywódcy ruchu Pomarańczowej Alternatywy – Waldemara Frydrycha. Ogłosił on w czasie zatrzymania na komisariacie w Łodzi żartobliwą teorię, według której pierwotny napis na murze (slogan antykomunistyczny) wyraża pewną tezę, zamalowanie napisu (przez milicję) – antytezę, a krasnal na plamie –syntezę (nawiązując do heglowskiej i marksistowskiej dialektyki).

Więcej info na temat wrocławskich krasnali znajdziecie choćby tutaj: Krasnale1 i Krasnale2

W 1987 roku powstał prześmieszny film w reżyserii Juliusza Machulskiego – “Kingsajz” (Królewski Rozmiar – dosłownie z angielskiego: king size). Wygląda to tak, że w podziemiach Instytutu Badań Czwartorzędu, gdzie istnieje zamieszkana przez krasnoludki kraina zwana Szuflandią, panuje Nadszyszkownik Kilkujadek. Władca oskarża chemika Adasia o produkcję “kingsajzu”, eliksiru pozwalającego krasnoludkom zyskać rozmiary człowieka i zamieszkać w krainie ludzi, gdzie istnieje wolność, kobiety i inne atrakcje. No i Adaś ów Kingsajz rzeczywiście uzyskuje, a poznanie jego formuły pozwoliłoby innym ewentualnym uciekinierom na pozostawanie w Kingsajzie czyli rozmiarze ludzkim bez konieczności picia Polo Cockty, takiej PRL-owskiej wersji Coca Coli, która jest tymczasowym substytutem eliksiru. Kilkujadek wraz ze swoją świtą kontroluje mieszkańców Szuflandii i śledzą Adasia. Wysyła on swoich ludzi, by sprowadzili go z powrotem. Olo, przyjaciel Adasia oraz Ala, córka krasnoludka, wyruszają Adasiowi z pomocą. Po wielu przygodach chłopaki powracają do Kingsajzu.

Greckie słowo genomos oznaczające ziemianina, prawdopodobnie posłużyło jako podstawa do stworzenia określenia gnom czyli skrzat, tudzież Krasnoludek, które w tym wypadku opisuje mityczne stworzenie kochające i chroniące ogrody, zasiewy i ukryte skarby.

I tak to w XIX wieku, niemiecki rzeźbiarz, Filip Griebel, wytworzył pierwszego skrzata ogrodowego, takiego jakie przychodzą nam na myśl – Gartenzwerge – zwykle maleńka, człowiekopodobna figurka płci męskiej, z wielkim odstającym zaokrąglonym brzuszkiem, często brodą i w kolorowych ogrodniczkach, kraciastej koszuli i szpiczastym kapeluszu zakrywającym siwe, kędzierzawe pukle.

Jednakże, również w XIX w. Drezdeńska firma Baehr i Maresch miała już w swoich składach małe statuetki i to ponoć oni zasługują na miano przodowników w rozprzestrzenianiu tego kitschu. Wersji jest wiele, ale tak naprawdę to pierwsze tego typu statuetki pochodzą z antycznego Rzymu. Były to posążki rzymskich bożków, a najczęściej Priapusa – boga płodności wywodzącego się z greckiej mitologii. Ich zadaniem była oczywiście ochrona upraw, ale także i zwierząt oraz odpędzanie złych mocy.

Przez wieki rola skrzatów ogrodowych dojrzewała i przeradzały się one w magiczne stworzenia z nadprzyrodzonymi mocami. Pojawiły się małe groteskowe Gobbi z garbami.

W XVIII wieku skrzaty stały się z kolei symbolem statusu i ozdobą bogatych ogrodów.

Jednakże baśnie folklorystyczne rozprzestrzeniające się na całym świecie, zmieszane z mitami, opowiastkami i bajdami, doprowadziły do tego, iż stworki te przerodziły się w żyjątka, które pomagały chłopom na roli.

Pojawili się Bracia Grimm, pojawił się Disney ze Śpiącą Królewną i Siedmioma Krasnoludkami w 1937 roku, aż w końcu lata 70 -te i 80- te minionego stulecia doprowadziły do totalnego rozprzestrzenienia się tych potworków, które początkowo tworzone były z gliny, ale później zamieniono je na lżejsze z plastiku.

Pamiętam sklepy ogrodowe dosłownie zastawione krasnalami. Nic jednak nie przebije przygranicznych stacji benzynowych po stronie niemieckiej – wtedy, gdy jeszcze trzeba było stać w kolejkach do kontroli paszportowej. Krasnale pokrywały każdy milimetr przestrzeni, nawet dachowej.

Zobacz obraz źródłowy
Źródło: Amelie screenshot – Slant magazine

Popkultura krasnalowa odżyła w pierwszej dekadzie XXI wieku. Pamiętamy je z filmu Amelie z 2001 roku, Gran Torino z 2008 Eastwooda, później chociażby Gnomeo i Julia z 2011 roku. Może słyszeliście o “Gdzie jest mój skrzat” akcji Travelocity, w której sobie chłopak podróżował, z 2004 – ego roku.

Ja mam tylko jedno zdanie na temat tych krasnali – są fajne, dopóki nie zacznie złazić z nich farba. Wtedy macie problem, bo ciężko rozbić młotkiem kolegę, a malować też się nikomu nie chce.

Zobacz obraz źródłowy
Źródło: Radio105
Zobacz obraz źródłowy

Trzy wesołe krasnoludki – Jan Brzechwa (kliknij by posłuchać)

Jest na świe­cie kraj ma­lut­ki, Gdzie miesz­ka­ją kra­sno­lud­ki,
Mają dom­ki z cien­kiej słom­ki, Z ko­mi­na­mi jak po­ziom­ki.
Kra­sno­lu­dek, gdy jest mło­dy, Wca­le nie ma jesz­cze bro­dy,
Żad­nych waż­nych spraw nie mie­wa, Tyl­ko bawi się i śpie­wa.

W tej ba­jecz­ce, moje dzie­ci, Kra­sno­lud­ków trzech znaj­dzie­cie:
Je­den cho­dzić zwykł w czer­wie­ni, Więc się też Po­ziom­ką mie­ni,
Dru­gi zo­wie się Mo­dra­czek, Bo nie­bie­ski nosi fra­czek,
No, a trze­ci, wie­cie, dzie­ci? Ma Żół­tasz­ka imię trze­ci.
Z Chin po­cho­dzi, skąd przed laty Przy­był w pusz­ce od her­ba­ty,
I jak chiń­skie kra­sno­lud­ki Nosi z tyłu war­kocz krót­ki.

Na śli­zgaw­kę raz w nie­dzie­lę Po­szli mali przy­ja­cie­le
I na lo­dzie z łyż­wy sta­rej, Co to wła­śnie brak jej pary,
Łódź ża­glo­wą zmaj­stro­wa­li, Cho­ciaż byli tacy mali.
Wiatr był wol­ny przy nie­dzie­li, Więc go so­bie wy­na­ję­li
Na go­dzi­nę za pięć gro­szy, By ko­ni­ki po­lne pło­szyć.

Już nie­dłu­go, jak wi­dzi­my, Mi­nął okres chłod­nej zimy;
Kra­sno­lud­ki w dzień ma­jo­wy Idą poić swo­je kro­wy,
Bo gdy kro­wy chce się doić, Trze­ba do­brze je na­po­ić.

Wie­trzyk le­cąc przez pa­ro­wy Śmiał się gło­śno: “Też mi kro­wy,
Gdy cho­dzi­łem na ma­jów­ki, Wi­dy­wa­łem boże krów­ki,
Lecz tych kró­wek, mili moi, Nikt nie poi i nie doi.”

Na to od­rzekł mu Po­ziom­ka: “Niech pan tu­taj się nie błą­ka,
Bo pan nie wie, ja­kie trzód­ki Mają zwy­kle kra­sno­lud­ki.”

Jed­nej z krów, nie wie­dzieć cze­mu, W sta­dzie nikt utrzy­mać nie mógł.
Po­śród krów się czu­ła obco I mó­wi­ła: “Je­stem owcą.”

Na to rzekł Mo­dra­czek: “Zgo­da, Owcy też po­trzeb­na woda,
A więc pro­szę, byś w spo­ko­ju Z nami szła do wo­do­po­ju.”

Na to ona znów po­wia­da: “Ja nie je­stem z tego sta­da
I po­ka­żę taką sztu­kę, Że się z owcy sta­nę żu­kiem.”

I jak zwy­kle ro­bią owce, Po­le­cia­ła na ma­now­ce.
Nie mógł zła­pać jej Mo­dra­czek, Bo był pie­szo – nie­bo­ra­czek.

Przez wy­so­ką tra­wę won­ną Naj­przy­jem­niej je­chać kon­no,
Zwłasz­cza gdy do jaz­dy ta­kiej Moż­na użyć trzy śli­ma­ki.

Po je­lon­ku dla Żół­tasz­ka Taki nowy koń – to frasz­ka,
Ale każ­dy o tym wie, że Strze­żo­ne­go Pan Bóg strze­że.
Nasz Żół­ta­szek nie jest głu­pi, Zro­bił otwór więc w sko­ru­pie
I wy­god­nie, jak w ka­re­cie, Jeź­dzić może w niej po świe­cie.

Mo­dracz­ko­wi się nie wie­dzie, Na swym ko­niu wierz­chem je­dzie,
Ale koń mu fi­gle pła­ta, Bo to wi­dać akro­ba­ta.

Zaś Po­ziom­ce jest naj­go­rzej: Na dół, bie­dak, zejść nie może,
Jego śli­mak, wiel­ki śpio­szek, Aż na szczyt ty­mot­ki po­szedł
I, sko­ru­pę ma­jąc wła­sną, Do sko­ru­py wlazł i za­snął.

Uwa­żaj­cie, moje dzie­ci, Bo Po­ziom­ka na dół zle­ci!

Po prze­jażdż­ce nie­uda­nej Chęt­nie szu­ka się od­mia­ny,
To­też małe na­sze chwa­ty Już się bio­rą do ar­ma­ty.

“Z dro­gi, my­szy, z dro­gi, pta­ki, Z dro­gi, psz­czo­ły i śli­ma­ki,
Mu­cho­mo­ry, żaby, świersz­cze – Za­raz pad­ną strza­ły pierw­sze!”

Pra­żą dziel­ni bom­bar­die­rzy, Ten na­bi­ja, tam­ten mie­rzy,
Trze­ci znów po­ci­ski nie­sie, Ka­no­na­da grzmi po le­sie.

Aż tu na­gle, nie­spo­dzia­nie, Jeż się zja­wił na po­la­nie
I na­tych­miast po­cisk śmi­gły Z trza­skiem wbił się w jego igły.
Chy­ba nikt z was do­brze nie wie, Jak się jeż na­je­ża w gnie­wie,
Jak strasz­li­wie się za­pe­rza – Le­piej wte­dy nie znać jeża!

Więc Po­ziom­ka tyl­ko sap­nął, Nogi za pas wziął i drap­nął,
Za nim pu­ścił się Mo­dra­czek, A Żół­ta­szek wlazł na krza­czek
I uda­je spo­za krzacz­ka, Że to nie jest on, lecz kacz­ka.
Jeż, od­cho­dząc, rzekł z prze­ką­sem: “A to no­wość – kacz­ka z wą­sem.”

Kto na jeża się za­mie­rza, Ten się póź­niej boi jeża.
Więc Po­ziom­ka rzekł nie­śmia­ło: “Po tym wszyst­kim, co się sta­ło,
Na czas pe­wien znik­nąć wolę, Bo jeż cho­dzi zły i kole!”

Rzekł Mo­dra­czek do Żół­tasz­ka: “Może z nas tu zo­stać kasz­ka,
Jeż jest bar­dzo zły i sro­gi, Więc mu le­piej zejdź­my z dro­gi.”

Choć pro­jek­tów było wie­le, Jed­nak mali przy­ja­cie­le
Po­my­śle­li wresz­cie o tym, Żeby czmych­nąć sa­mo­lo­tem.

Po go­dzi­nie był już go­tów Ten naj­now­szy z sa­mo­lo­tów.
Mo­to­ra­mi psz­czo­ły były, Pra­co­wa­ły z ca­łej siły,
Bo­wiem każ­da mia­ła z przo­du Przy­twier­dzo­ną szczyp­tę mio­du.

Wszyst­ko po­szło zna­ko­mi­cie, Aż tu na­gle, jak wi­dzi­cie,
Je­den mo­tor w tył się cofa – Bę­dzie chy­ba ka­ta­stro­fa!

Drżą ze stra­chu kra­sno­lud­ki, Aż im trzę­są się pod­bród­ki.
Lecz na szczę­ście pew­na waż­ka Do­sły­sza­ła krzyk Żół­tasz­ka.

Waż­ka mo­tor ma o sile Dwu­stu psz­czół, a wła­śnie tyle
Trze­ba mieć w ae­ro­pla­nie, Żeby od­być lą­do­wa­nie.

Ma Żół­ta­szek po­mysł nowy: “Zro­bię po­cisk ra­kie­to­wy
I do­le­cę do Księ­ży­ca, Bo mnie taki lot za­chwy­ca.”

Kra­sno­lud­ki lu­bią pso­ty, Więc się wzię­ły do ro­bo­ty,
Od­na­la­zły ku­rze jajo I już świet­ny po­cisk mają.
Po­tem de­skę z tru­dem wiel­kim Uło­ży­ły w po­przek bel­ki
I wśród śmie­chu, gwa­ru, pi­sku Wsiadł Żół­ta­szek do po­ci­sku.

Wię­cej dbać nie trze­ba o nic: Gdy na de­ski dru­gi ko­niec
Spad­nie jabł­ko, wte­dy, dzie­ci, Po­cisk w nie­bo wprost po­le­ci.

Wlazł Mo­dra­czek na ja­błon­kę, Do po­mo­cy wziął Po­ziom­kę,
Już pi­łu­ją bar­dzo skład­nie, Za­raz jabł­ko na dół spad­nie.

Ro­bak wy­szedł z swe­go dom­ku: “Hej, Po­ziom­ko, miły ziom­ku,
Co ro­bi­cie? Gwał­tu! Rety! Nic nie bę­dzie z tej ra­kie­ty!”

Rzekł Po­ziom­ka do Mo­dracz­ka: “Kto by słu­chał też ro­bacz­ka!”
I zwy­cza­jem kra­sno­lud­ków Pi­ło­wa­li aż do skut­ku.

Jabł­ko spa­dło więc z ło­sko­tem, Wie­cie zaś, co było po­tem?
Mo­dracz­ko­wi guz wy­sko­czył, Bo się ra­zem z jabł­kiem sto­czył,
A Żół­ta­szek nie­szczę­śli­wy Już po chwi­li spadł w po­krzy­wy.

Rzekł Żół­ta­szek: “Trud­na rada, Kto nie lata, ten nie spa­da,
Kto z po­wie­trzem jest w nie­zgo­dzie, Musi szu­kać szczę­ścia w wo­dzie;
Mam ja dla was łódź pod­wod­ną I bez­piecz­ną, i wy­god­ną.”

Kra­sno­lud­ki rze­kły: “Zgo­da, Nie­chaj te­raz bę­dzie woda,
Za­miast la­tać pod ob­ło­ki, Po­pły­nie­my w świat sze­ro­ki.”

Przy­ja­cie­le nie sły­sze­li Słów, co pa­dły z ry­bich skrze­li,
Zresz­tą szkło bu­tel­ki gru­bej Oca­li­ło ich od zgu­by.

Za­tem po­dróż swo­ją da­lej Naj­spo­koj­niej od­by­wa­li.
Co wi­dzie­li w tej po­dró­ży, Tego pió­ro nie po­wtó­rzy!

“Kto z was w duszy jest rycerzem, Niech czym prędzej lancę bierze, Niech dosiędzie szybko konia, Bym go nie miał za gamonia! Hej! Wyzywam was na turniej Po raz pierwszy i – powtórnie!”

Powiedziawszy to Poziomka Wspaniałego dosiadł bąka I do walki dzielnie rusza, Aż się wprost raduje dusza. W przeciwnika lancą mierzy, Patrzeć tylko, jak uderzy!

Marny więc był los Żółtaszka, Gdyż spotkała go porażka

I wyleciał ponad drzewa, Choć się tego nie spodziewał. Szczęściem, opadł dosyć miękko, Bo spadochron miał pod ręką.

Teraz kolej na Modraczka: Ściągnął poły swego fraczka I do walki wszelkiej skory, Dosiadł mężnie swej sikory. “Hej, Poziomko, dobrodzieju, Nie zwyciężysz mnie w turnieju!

Ale za­nim to po­wie­dział, Już nie sie­dział tam, gdzie sie­dział,
Bo­wiem lan­ca go ubo­dła I Mo­dra­czek wy­padł z sio­dła.
Po zwy­cię­stwie tak wspa­nia­łym Kra­sno­lud­ki się ze­bra­ły
I Po­ziom­ce, dla pa­ra­dy, Dały or­der z cze­ko­la­dy.

Do za­ba­wy zna­ko­mi­ta Bywa tak­że sta­ra pły­ta,
Lecz gdy nie ma pa­te­fo­nu, Jak tu słu­chać pięk­nych to­nów?
Kra­sno­lud­ki po­my­sło­we Cią­gle ła­mią so­bie gło­wę,
Aż Po­ziom­ka rze­cze se­rio: “Ja­koś bę­dzie z ma­szy­ne­rią!”

Chra­bąszcz brzę­czał w le­śnych gąsz­czach, Wy­na­ję­li więc chra­bąsz­cza,
Żeby pły­tę im ob­ra­cał, Bo to bar­dzo cięż­ka pra­ca.
Już się krę­ci wresz­cie pły­ta, Ale igła tyl­ko zgrzy­ta,
Już Mo­dra­czek wszedł do tuby, Na nic jed­nak wszyst­kie pró­by,
Bo się z tuby jeno sły­szy Coś jak gdy­by sze­lest my­szy.

Zi­ry­to­wał się Żół­ta­szek, Do chra­bąsz­cza wpadł pod da­szek,
Tam mu ró­zgą spra­wił la­nie: “Po­pa­mię­tasz ta­kie gra­nie!”

Po­szedł chra­bąszcz za­wsty­dzo­ny Krę­cić inne pa­te­fo­ny.

Prze­cież jed­nak jest mu­zy­ka, Któ­ra gra bez me­cha­ni­ka.
Rze­kli tedy trzej fi­lu­ci: “Niech się dzi­siaj nikt nie smu­ci,
Za­gra wam or­kie­stra na­sza, Któ­ra cze­ka i za­pra­sza.”

Nie wie­dzia­ły, co to smut­ki, Trzy we­so­łe kra­sno­lud­ki,
A tu jesz­cze roz­we­se­la Nie­zrów­na­na ich ka­pe­la.
Oto skrzy­pek rżnie od ucha, Pu­zo­ni­sta w trą­bę dmu­cha,
Trze­ci gra­jek w bę­ben wali, Żeby wszy­scy tań­co­wa­li!

Gra ka­pe­la, tak jak może. Kra­sno­lud­ki tań­czą żwa­wo
Na­przód w lewo, po­tem w pra­wo, Pan Po­ziom­ka przy­tu­pu­je,
Pan Mo­dra­czek mu wtó­ru­je, A Żół­ta­szek krą­ży w koło –
Jak we­so­ło, to we­so­ło.

Za­tań­czy­ły też ko­ma­ry Nie do pary i do pary,
Bo gdy do­bra jest mu­zy­ka, Ko­mar tań­czy i nie bzy­ka.
W tany po­szły kwia­ty, li­ście, Tań­czą tra­wy po­su­wi­ście,
Cała łąka krą­ży w koło – Jak we­so­ło, to we­so­ło.

Oto jest hi­sto­ria krót­ka O we­so­łych kra­sno­lud­kach.
Kto by do nich chciał pójść w go­ści, Nie­chaj zro­bi to naj­pro­ściej:
Nie­chaj weź­mie hu­laj­no­gę I od­waż­nie ru­sza w dro­gę,
Na­przód w pra­wo, po­tem w lewo, Tam gdzie stoi sta­re drze­wo,
Po­tem wprost do za­gaj­ni­ka, Za­gaj­ni­kiem do stru­my­ka,
A stru­my­kiem po­wo­lut­ku Aż do kra­ju kra­sno­lud­ków.

This image has an empty alt attribute; its file name is ornament-1.jpg

Tolkien, który kochał różne stworki, pisał wiele o gnomach i skrzatach, a w jego “Księdze zaginionych opowieści” gnomy są spokrewnione z elfami! Od Tolkiena, przez Hobbity i do ich nowozelandzkiej wioski Matamata. A stąd to już rzut kamieniem do Australii, gdzie powstało Gnomesville czyli Krasnoludkowo.

Ozzies ponoć mogą ogrodowe skrzaty odliczać od podatku. No więc zaszaleli i potem pewnie chcieli się ich jakoś pozbyć biedaków, więc zbudowali im całą prywatną wioskę 🙂

Warto wiedzieć, że można sobie również odliczyć podatek za zabawki i ciuchy kupione na użytek pracy w departamencie rozrywek seksualnych, nawet środków do makijażu czy demakijażu, kondomy też można odliczać wtedy. Według australijskiego Urzędu Skarbowego: “You can claim the cost of replacing or repairing equipment (such as fetish equipment), adult novelties (such as vibrators), and other items you use in your work” (Możesz ubiegać się o zwrot kosztów wymiany lub naprawy sprzętu (takiego jak sprzęt fetyszowy), nowości dla dorosłych (takich jak wibratory) i innych przedmiotów, których używasz w swojej pracy).

I tym ciekawym akcentem zakończę dzisiejszego bloga 🙂

Miłego wieczoru Gnomy i Trolle!

Anka

One-Time
Monthly
Yearly

Make a one-time donation

Make a monthly donation

Make a yearly donation

Choose an amount

20.00 PLN
60.00 PLN
400.00 PLN
20.00 PLN
60.00 PLN
400.00 PLN
20.00 PLN
60.00 PLN
400.00 PLN

Or enter a custom amount

PLN

Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

DonateDonate monthlyDonate yearly

Zobacz też mój wpis o Wrocławiu: