Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam….

Posłuchajcie podcastu tutaj: Jest port wielki jak świat….

To była kolejna podróż do Amsterdamu. Z takim prostym planem… ciesz się robieniem czegokolwiek.

Znam Amsterdam jak własną kieszeń po tym, jak mieszkałam tam przez dość długi czas dobrych parę lat temu, o czym na pewno kiedyś napiszę. Wtedy żyłam jednak życiem miejscowego, a tym razem mieliśmy na myśli coś zupełnie innego. Chcieliśmy robić wszystkie turystyczne badziewia i bez zbytniego obciążania mózgów myśleniem. Po prostu luz.

Zarezerwowałam hotel w centrum. Na zdjęciach wyglądał dobrze, ale nigdy wcześniej tam nie byłam.

Specjalnie poprosiłam o najwyższe piętro, abyśmy mogli mieć ładne widoki na miasto.

Po przyjeździe przypomniano nam, dlaczego najwyższe piętro nie jest tak dobrym pomysłem, gdy planujesz imprezować w Amsterdamie. Dwa powody: okna mogą być zbyt małe i zbyt wysoko osadzone, aby możliwe było jakiekolwiek podziwianie miasta, ponieważ najwyższe piętra zostały pierwotnie zaprojektowane jako magazyny. Kolejną rzeczą są schody. Tysiące niezwykle stromych i wąskich schodów sprawia, że twoje uda krzyczą z bólu w połowie drogi na szczyt. A wspinanie się po nich po pijaku lub w stanie odurzenia jointowego to wyzwanie stulecia.

This image has an empty alt attribute; its file name is snip.jpg

Domy holenderskie, szczególnie w Amsterdamie wzdłuż głównych kanałów w centrum: Herengracht (kanał dżentelmenów), Prinsengracht (kanał książęcy), Keizersgracht (kanał cesarski) i Singel (od holenderskiego omsingelen oznaczającego “otaczać”), są czystymi arcydziełami.

Zostały zbudowane około XVII wieku w okresie tzw. Holenderskiego Złotego Wieku, kiedy to Niderlandy świętowały swoją niesamowitą potęgę gospodarczą, mającą siłę w imponującej flotylli, używanej do importu i eksportu towarów po całym świecie.

Kiedy mówiłam o Sinterklaas-ie, wspomniałam o koloniach należących niegdyś do Holendrów, poczytajcie w poniższym blogu:

Dzięki wpływom na całym świecie Holendrzy zarabiali miliony. Ponoć mały woreczek herbaty stanowił równowartość ładnego domu w tamtych czasach.

Tropenmuseum, niedaleko zoo, zabierze Was z powrotem do czasów Holenderskich Indii Zachodnich. Dowiecie się tam na przykład, że to Holendrzy przywieźli kawę do Brazylii, ponieważ wcześniej była tam po prostu nieznana, a także wiele, wiele innych ciekawych historii.

Dzięki tak kwitnącemu biznesowi byli oni w stanie budować miasta na ziemiach odzyskanych z morza (polderach), na bagnach i torfowiskach, używając kilkudziesięciometrowych dębowych słupów, które będą podtrzymywać te struktury tak długo, jak długo tlen nie zechce się bawić z nasączonym wodą drewnem lub dopóki szczury i inne stworzenia nie zrobią sobie z nich przekąski.

Chociaż, ze względu na oczywiste prądy i ruchy błota na morskim dnie, w którym owe słupy są osadzone, dochodzi do ich osuwania się, a dzięki temu najstarsze części wielu miast, w tym Amsterdamu, cieszą się pokazem tańczących domów.

W rzeczywistości jednak jest to dość przerażające, ponieważ owe domy są dosłownie w trakcie zawalania się i jest to tylko kwestia czasu, kiedy konstrukcje wsporcze nie będą już wystarczająco wspierające.

W dzisiejszych czasach, gdy stare budynki są zastępowane nowymi, ogromne żelbetonowe słupy wtłaczane są do wody przed wylaniem pierwszego poziomu betonu. Słupy te są bardzo dobrze widoczne z łodzi w okolicy portu, gdzie budowane są nowe osiedla.

Kiedy mieszkałam w Amsterdamie, miałam szczęście, ponieważ jeden z domów w okolicy był odbudowywany. Mogłam z łatwością wspiąć się na dach sąsiedniego domu i spędzić godziny podziwiając ten niesamowity spektakl. Trochę jak z filmu science fiction, szczerze mówiąc.

W rzeczywistości w Holandii jest więcej rzeczy, które są trochę bardziej niż trochę science fiction. Na przykład sposób układania ich brukowanych dróg za pomocą maszyny która dosłownie “drukuje” gotowe jezdnie.

Nie wspominając już o ich najnowszych technologiach wykorzystujących plastik z recyklingu do tworzenia autostrad. Jest to złożona, wielowarstwowa, ogromna płyta, która łączy się z inną w taki sposób, w jaki klikacie ze sobą laminatowe deski podłogowe.

Zaprojektowane są one w taki sposób, aby woda mogła przepływać przez nie, wewnątrz, po natychmiastowym osuszeniu powierzchni. Kiedy płyta zostanie uszkodzona, można ją wymienić tak jak się wymienia poplamiony kwadracik dywanu w biurze.

Nie chcę nawet zaczynać na temat projektów inżynierii wodnej, nad którymi pracują teraz Holendrzy w związku z rosnącym ryzykiem podnoszenia się poziomu wody. Naprawdę niewyobrażalne rzeczy. Ale życie pod poziomem morza zobowiązuje.

Jedną z rzeczy, które zrobiliśmy tym razem, było wędrowanie i wpatrywanie się w wystawy galerii, odwiedzanie sklepów i podziwianie tej wspaniałej architektury, którą ludzie zwykle ignorują.

Kiedyś kopanie kanałów, wzdłuż których możemy teraz spacerować, zajęło długie 30 lat. Amsterdam i Holandia nigdy nie byłyby tym, czym są bez nich. I dlatego tym razem doceniliśmy właśnie je.

W przeszłości zaglądałam na skraj Dzielnicy Czerwonych Latarni po najlepsze chińskie jedzenie w mieście. Tym razem postanowiliśmy wejść na wyższy poziom i podążyliśmy za grupą chińskich turystów, którzy zachowywali się trochę jak stado owiec, które uciekło z zagrody na zboczu wysokiej góry i znalazło łąkę z bardzo zieloną trawą.

Zielona trawa, owszem była.

Cóż, pomyśleliśmy, że zobaczymy, co robią i poszliśmy za nimi do jednego z miejsc z pokazami seksu na żywo.

Wszyscy siedzieli jak w kinie. Podano drinki.

Pojedyncza butelka jakiejś wazeliny stała samotnie z przodu pustej sceny.

Chińczycy poprosili o drugą rundę whisky. Powoli zaczęli się rumienić i pocić. Stresowałam się trochę, patrząc na nich i miałam tylko nadzieję, że drzwi są otwarte i to wszystko nie przemieni się w jakąś paskudną orgię czy coś w tym stylu.

Chwilę później na scenę wyszła bardzo przystojna naga para. Bardzo gotowa do odegrania swoich ról. Grupie Chińczyków opadły szczęki. Niecałą minutę później wszyscy powoli zaczęli się ślinić.

Czuliśmy się teraz raczej niepewnie.

W rzeczywistości odsunęliśmy się nawet nieco od grupy napalonych Azjatów i postanowiliśmy cieszyć się pokazem, trzymając się za ręce w pełnej gotowości do ewentualnej ucieczki, gdyby tylko coś paskudnego zaczęło się wywijać.

Para na scenie uprawiała seks, którego nikt nigdy by nie chciał, zero uczucia i nic w sumie nadzwyczajnego. W rzeczywistości trwało to tak długo, że biedacy musieli używać tego smaru z buteleczki przez cały czas. Myślę, że byli daleko od początku dnia pracy i jeszcze nie zbliżali się do jej końca.

Ale było to dla nas coś nowego, więc zdecydowaliśmy, że jest w porządku, zwłaszcza, że orgia na koniec nie wybuchła, mimo że nasi “sąsiedzi” byli bliscy przekształcenia się w jakieś paskudne bestie między rzędami krzeseł.

Zamiast czekać aż coś w podobie się wydarzy, wyszliśmy i zawinęli do pobliskiego sex shopu, gdzie przejrzeliśmy dokładnie jego wyposażenie, aż w końcu znaleźliśmy sobie duży fioletowy vibrator, który muszę powiedzieć, dobrze nam służył później w nocy, ale… rano już nie wystartował, nawet z nowymi bateriami… Nie mieliśmy więc innego wyjścia, jak tylko wrócić i go wymienić.

Facet w sklepie obejrzał go pod każdym kątem, jakby próbował znaleźć przyczyny jego “choroby”. Ale nic nie można było znaleźć. Więc powiedział: “Dobrze, weźcie inny“.

Kilka chwil później, zadowoleni z nowej zabawki, przeszliśmy przez ulicę do coffee shop-u, zanim udaliśmy się na kolejną przygodę.

Amsterdam zawsze był znany ze swojej wielokulturowości, a także z luźnego podejścia do spraw, takich jak np. seks i miękkie narkotyki.

Jaques Brel, belgijski piosenkarz, napisał tę wspaniałą piosenkę, później przetłumaczoną przez wielu, w tym Davida Bowiego i Wojtka Młynarskiego: Dans le port d’Amsterdam (Port w Amsterdamie), w której podejmuje się również tematu prostytucji w starym porcie, chociaż polska wersja jest raczej lekka.

Jest port, wielki jak świat, co się zwie Amsterdam Marynarze od lat pieśni swe nucą tam Jest jak świat wielki port, marynarze w nim śpią Jak daleki śpi fiord nim szum fal zbudzi go Jest port wielki jak świat, marynarze w nim mrą,
Umierają co świt, pijąc piwo i klnąc.
Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,
Marynarze od lat nowi rodzą się tam.

Marynarze od lat złażą tam ze swych łajb,
Obrus wielki jak świat czeka ich w każdej z knajp.
Obnażają swe kły skłonne wgryźć się w tę noc,
W białe podbrzusza ryb, w spasły księżyc i w los. Do łapczywych ich łap wszystko wpada na żer,
Tłuszcz skapuje kap, kap, z rybich wątrób i serc.
Potem pijani w sztok w mrok odchodzą spod wiech,
A z bebechów ich w krąg płynie czkawka i śmiech.

Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,
Marynarze od lat tańce swe tańczą tam.
Lubią to bez dwóch zdań, lubią to bez zdań dwóch,
Gdy o brzuchy swych pań ocierają swój brzuch. Potem buch kogoś w łeb, aż na dwoje mu pękł,
Bo wybrzydzał się kiep na harmonii mdły jęk.
Akordeon też już wydał ostatni dech,
I znów obrus i tłuszcz, i znów czkawka i śmiech.

Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,
Marynarze od lat zdrowie pań piją tam.
Pań tych zdrowie co noc piją w grudzień, czy w maj,
Które za złota trzos otwierają im raj. A gin, wódka i grog, a grog, wódka i gin
Rozpalają im wzrok, skrzydeł przydają im.
Żeby na skrzydłach tych mogli wzlecieć, hen, tam,
Skąd się smarka na świat i na port Amsterdam.

Na port Amsterdam

Na port Amsterdam.

This image has an empty alt attribute; its file name is holland25206-13dec20112520582.jpg

Autorzy piosenki: Jacques Roman Brel / Mort Shuman, Polska wersja Wojciech Młynarski

Dans le port d’Amsterdam
Y a des marins qui chantent
Les rêves qui les hantent
Au large d’Amsterdam
Dans le port d’Amsterdam
Y a des marins qui dorment
Comme des oriflammes
Le long des berges mornes
Dans le port d’Amsterdam
Y a des marins qui meurent
Pleins de bière et de drames
Aux premières lueurs
Mais dans le port d’Amsterdam
Y a des marins qui naissent
Dans la chaleur épaisse
Des langueurs océanes

Dans le port d’Amsterdam
Y a des marins qui mangent
Sur des nappes trop blanches
Des poissons ruisselants
Ils vous montrent des dents
À croquer la fortune
À décroisser la lune
À bouffer des haubans
Et ça sent la morue
Jusque dans le cœur des frites
Que leurs grosses mains invitent
À revenir en plus
Puis se lèvent en riant
Dans un bruit de tempête
Referment leur braguette
Et sortent en rotant

Dans le port d’Amsterdam
Y a des marins qui dansent
En se frottant la panse
Sur la panse des femmes
Et ils tournent et ils dansent
Comme des soleils crachés
Dans le son déchiré
D’un accordéon rance
Ils se tordent le cou
Pour mieux s’entendre rire
Jusqu’à ce que tout à coup
L’accordéon expire
Alors le geste grave
Alors le regard fier
Ils ramènent leur batave
Jusqu’en pleine lumière

Dans le port d’Amsterdam
Y a des marins qui boivent
Et qui boivent et reboivent
Et qui reboivent encore
Ils boivent à la santé
Des putains d’Amsterdam
De Hambourg ou d’ailleurs
Enfin ils boivent aux dames
Qui leur donnent leur joli corps
Qui leur donnent leur vertu
Pour une pièce en or
Et quand ils ont bien bu
Se plantent le nez au ciel
Se mouchent dans les étoiles
Et ils pissent comme je pleure
Sur les femmes infidèles

Dans le port d’Amsterdam Dans le port d’Amsterdam

Muszę przyznać, że podejście do seksu zaadaptowane przez Holendrów nie jest takim zwyczajnym rozwiązaniem wyjętym z kapelusza. To, co zrobili, było w rzeczywistości niezwykle sprytne. Nie tylko zalegalizowali wiekowy biznes, który z pewnością w najbliższym czasie nie zniknie z tej planety, ale opodatkowali go i uregulowali, a jednocześnie zapewnili lepsze i bezpieczniejsze środowisko pracy dla osób prowadzących tego typu działalność gospodarczą. Tym samym zminimalizowali również potencjalnie ryzyko, zarówno dla dostawców, jak i odbiorców usług.

W 2020 roku, podczas kwarantanny COVID19, holenderskie prostytutki miały bardzo trudne sześć miesięcy bez seksu. Holenderska policja bardzo rygorystycznie podeszła do tego właśnie sektora rynku, a hotele i inni dostawcy zakwaterowania musieli zgłaszać wszelkich podejrzanych i powtarzających się gości.

Tutaj przeczytacie o szczęśliwym powrocie prostytutek do pracy. Teraz już mają wszystkie niezbędne naklejki na ścianach i częściej myją ręce.

Następnego dnia wymyśliliśmy, że wybierzemy się na wycieczkę łodzią. Ale najpierw musieliśmy przenieść się do innego hotelu. Pierwszy z nich znajdował się w Dzielnicy Czerwonych Latarni na pięknym Oudezijds Voorburgwal. Drugi znajdował się w pobliżu, w kierunku okolicy Jordaan, między Herengracht i Keizersgracht.

Typowa obskurna dziura. Zobaczyliśmy nasz pokój z trwale poplamionym dywanem i pościelą i poprosiliśmy o pokazanie jakiejś alternatywy, ale że ta była w jeszcze gorszym stanie, rozpakowaliśmy się i poszliśmy szukać łodzi.

Większość łodzi turystycznych ze szklanymi panelami odpływa albo z Damrak, tuż przy Rynku Głównym – De Dam, albo z obszaru Centraal Station. Ta część A’dam-u zmieniła się w ciągu ostatnich kilku lat, dlatego warto sprawdzić najbardziej aktualne przewodniki poszukując atrakcji ruchomych.

Przejażdżka łodzią w Amsterdamie jest koniecznością. Bez względu na to, czy naprawdę tego chcesz, czy nie i czy robiłeś to wcześniej, czy nie. To tak, jakby być tam i nie wpatrywać się w te szalone rowery przymocowane dosłownie do wszystkiego i wszędzie. Umożliwia wgląd do zupełnie innego świata. Pozwala zobaczyć, skądinąd nie tak łatwe do ogarnięcia z poziomu ulicy, wysokie domy kupieckie i ich wspaniałą architekturę. Widzicie życie z wody. Mosty i to co kryje się pod nimi, drogowskazy kanałowe, obserwujecie ludzi w ich łodziach, słuchacie trąbek, którymi komunikują z innymi pływającymi, itp. Nic nie wygląda tak samo.

Nasza łódź zabrała nas oczywiście do najsłynniejszych miejsc i była dobrze wyposażona w opowieści o mijanych atrakcjach, w języku angielskim. Wiedzieliśmy już wszystko, o czym mówili, więc skupiliśmy się na uczuciu błogości, a także na podziwianiu tego co nas otaczało.

Małe” to słowo, które często usłyszycie podczas wędrówek po kanałach. I chociaż łodzie zwykle zabierają Was tylko do tych najbardziej znanych, w Amsterdamie jest kilka najmniejszych rzeczy, które powinniście chcieć zobaczyć. Po prostu wędrujcie i obserwujcie. Doświadczenie życia!

Najwęższą ulicą w Amsterdamie jest Trompettersteeg. Ma tylko 100 centymetrów szerokości. Pomimo niewielkich rozmiarów jest to jedna z najbardziej ruchliwych uliczek w Amsterdamie dzięki położeniu w centrum Dzielnicy Czerwonych Latarni.

Najwęższa fasada na świecie: Singel 7

Zobacz obraz źródłowy

Dom ten jest znany jako najwęższy dom na świecie, ale w rzeczywistości jest to najwęższa fasada. Tylna fasada (czyli to co my byśmy nazwali frontem) ma jeden metr szerokości, a więc jest niewiele szersza od drzwi wejściowych. Przód domu (czyli to co u nas byłoby od środka) jest znacznie szerszy.

Najwęższy dom w Europie: Oude Hoogstraat 22

Najwęższy dom w Europie jest maleńkim budynkiem z typową amsterdamską fasadą zegarową, która ma tylko 2,02 metra szerokości. Sam dom ma pięć metrów głębokości.

Najszerszy dom w Amsterdamie: Kloveniersburgwal 29 – The Trippenhuis

Z ponad 22 metrami, Trippenhuis jest najszerszym domem w Amsterdamie. Został zbudowany w 1660 roku dla bardzo bogatych braci Lodewijka i Hendricka Tripów. Bracia zbili fortunę na handlu żelazem, miedzią, bronią i amunicją.

Woźnica pana Tripa ponoć kiedyś westchnął: “Ach, ja to byłbym zadowolony z domu tak szerokiego, jak drzwi wejściowe mojego pana”. Pan Trip usłyszał to i upewnił się, że życzenie jego woźnicy się spełniło. Budynek ma piękną fasadę ramową, o szerokości 2,44 metra. Ten dom jest znany jako Kleine Trippenhuis lub Dom woźnicy pana Tripa. Znajduje się pod nr 26, naprzeciwko Trippenhuis pod nr 29.

Het Smalste Huis, najmniejszy dom – jest tym, co stało się popularne w średniowiecznym Amsterdamie ze względu na wysokie podatki od nieruchomości, które były naliczane na podstawie szerokości fasady. W związku z tym sprytni kupcy budowali fronty o niewielkiej szerokości, mieszcząc w nich niespełna drzwi i pozwalali wyobraźni zaszaleć za zamkniętymi drzwiami, gdzie domy mogły rosnąć na wysokość i szerokość zgodnie z życzeniami właściciela i bez dalszych ograniczeń.

Jest to również powodem, dla którego domy holenderskie były generalnie tak wysokie. Wyglądało to tak, że na parterze znajdował się zwykle sklep, jeden poziom niżej był przeznaczony dla kuchni i personelu. Środkowe piętra funkcjonowały jako pomieszczenia mieszkalne, przy czym pierwsze piętro jako swoista przestrzeń mieszkalno-reprezentacyjna, przeznaczona do organizacji przyjęć, wizyt, spotkań biznesowych, itp. Najwyższe piętra były używane jako magazyny dla wielu towarów, sprzedawanych na poziomie ulicy.

Dlatego oczywiście widzicie haki przymocowane do górnej części fasad zwanych frontonami. Dźwigi te były używane do podciągania mebli i wszelkiego rodzaju towarów na wyższe poziomy, ponieważ super wąskie i strome schody nie zapewniały takich możliwości.

Zobaczcie tę wspaniałą konstrukcję oryginalnej XVII-wiecznej, nienaruszonej maszynerii dźwigowej (koło podnoszące), z wnętrza pięknie odnowionego domu moich marzeń przy Keizergracht.

Zauważcie również, jak sprytni Holendrzy zaprojektowali swoje miasta już wieki temu. 30 lat brodzenia w błocie wokół pojawiających się kanałów nie mogło zostać zmarnowane. Podczas procesu urbanizacji czyli projektowania ulic zadbali o to, aby między budynkiem a kanałem zapewnić wystarczającą przestrzeń by pomieścić szerokie chodniki, szerokie drogi i zieloną strefę. Zapewniło to miejsce dla handlu, a także łatwe dostawy oraz załadunek i rozładunek łodzi na kanałach. I działa do dziś! Myślę, że XVII-wieczni architekci Amsterdamu chwyciliby się nie raz za głowę widząc postępującą architekturę łanową i zubożenie urbanistyczne dzisiejszego świata.

Po dotarciu do Amstel zauważycie niezliczone łodziodomy tudzież mieszkalne łodzie i barki. Wszystkie możliwe kształty i kolory, jeden bardziej interesujący od drugiego. Obecnie wiele z nich jest przeznaczonych na hostele i pensjonaty. Zawsze się też znajdzie tam jeden lub dwa na sprzedaż. Zajrzyjcie tutaj i zauważcie, jak nowe osiedla mieszkaniowe są obecnie projektowane tak, aby zadokować małe subosiedle łodzi mieszkalnych, takich jak ta w Haringbuisdijk. Super, prawda?

Rzeka Amstel to ta, od której wszystko się zaczęło. Amstel Dam – zapora na rzece Amstel, doprowadziła do powstania obecnej nazwy Amsterdam-u.

Domy – łodzie zawsze były częścią holenderskiego krajobrazu i nigdzie się nie wybierają. O ile w przeszłości zwyczajne barki i łodzie po tysiącach przeróbek służyły typom bardziej artystycznym, obecnie można podziwiać wielorodzinne domy i prawdziwe dzieła sztuki unoszące się tu na wodzie.

Mówimy o projektach, takich jak pływające miasto Blue 21 floating city na przykład, z jego cyrkulacyjnym podejściem do życia. Uwielbiam to. Zobaczcie katalog super fajnych projektów luksusowych pływających domów na miarę XXI wieku, a także projekt Blue 21. Po prostu przewijajcie w dół. Niektóre z nich można już znaleźć na rzece Amstel.

Gdy wypłyniecie na IJ, po lewej pojawi się Centraal Station czyli Dworzec Główny, który jest prawdziwym arcydziełem architektury sięgającym XIX wieku. Front został zaprojektowany przez holenderskich architektów Cuypersa i van Grendta, a jego piękno jest chwalone na całym świecie do dziś.

Wewnątrz złapiecie pociąg, bądź to lokalnie lub do Paryża, Brukseli, Berlina, Kopenhagi, Warszawy, Pragi, Mińska lub Moskwy. A z tyłu – autobus… lub łódź, ponieważ ta część otwiera się na nabrzeże rzeki IJ, gdzie łodzie mogą cumować. Metro Dzięki Bogu jest dostępne z oddzielnej stacji, ale tylko na zewnątrz budynku. Tutaj można również udać się do tramwaju, a także autobusów miejskich.

Na IJ znajdziecie również Nemo 🙂 Ten Nemo jednak był tutaj na długo przed tym, jak tamten Nemo zaginął. Jest to gigantyczna konstrukcja przypominająca statek, a jej funkcją jest wprowadzanie nauki w codzienne życie odwiedzających – czyli Muzeum Nauki. A po tym jak sobie poczytacie trochę więcej na ten temat, przyjrzymy się replice statku Amsterdam z 1748 roku, tylko rzut kamieniem od Nemo.

Ten statek należący do Holenderskiej Kompanii Indii Zachodnich (Vereenigde Oost-Indische Compagnie – VOC) rozpoczął swoje życie na fryzyjskiej wyspie Texel, aby zaledwie 18 dni później zatonąć podczas sztormu na kanale La Manche. Nieco ponad 200 lat później jego wrak został odkryty w okolicach Hastings w Wielkiej Brytanii i nadal można go tam zobaczyć podczas odpływu. Lokalne muzeum udostępnia informacje na jego temat i jest on uznany i chroniony przez Dziedzictwo Wielkiej Brytanii.

W drodze powrotnej do hotelu oczywiście udaliśmy się do sklepu Maoz na Muntplein (pierwszy Maoz w historii), aby napchać się najbardziej niesamowitymi falafelami jakie znam. Maozy są wszędzie w A’damie.

Dostajecie około 6 lub 7 kulek falafela do swojej pity, a następnie wszystko, co musicie zrobić, to doładować je sałatkami z mini baru i najlepszym czosnkowym sosem na świecie. Usiądźcie teraz, trzeba jeść. Ale tylko do połowy. Znów wracacie wtedy do baru i uzupełniacie pitę czym tam chcecie, i dopiero potem możecie szykować się do opuszczenia sklepu. Normalnie się ślinię pisząc o tym….

Zobacz obraz źródłowy
This image has an empty alt attribute; its file name is Maoz-Vegetarian-Barcelona.jpg
Source: internet

Nasz lot był wcześnie rano. Dotarcie pociągiem do Schiphol zajmuje tylko 15 minut, ale ponieważ wszędzie trzeba dodać trochę czasu na załatwienia i takie tam, woleliśmy uderzyć w kimono raczej wcześniej niż później.

Na szczęście wieczorem wzięliśmy prysznic, ponieważ poranek przywitał nas awarią wody w całym hotelu. Mają fuksa, że zapłaciliśmy z góry za to zakwaterowanie, ponieważ nie sądzę, żebym im inaczej dała złamanego grosza.

Nie mając możliwości spłukiwania, zostawiliśmy za sobą nie tylko to miejsce.

Ale o ile okropne londyńskie hotele sprawiły, że przez wiele lat chciałam zapomnieć o tym mieście, nic nie może mnie zniechęcić do Amsterdamu. To jest moje ukochane miasto i tyle.

Te horen!

Anka

One-Time
Monthly
Yearly

Make a one-time donation

Make a monthly donation

Make a yearly donation

Choose an amount

$5.00
$15.00
$100.00
$5.00
$15.00
$100.00
$5.00
$15.00
$100.00

Or enter a custom amount

$

Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

DonateDonate monthlyDonate yearly

A Little Ring of the Noord

Hey everyone who does not feel like reading 🙂 Enjoy the podcast version here:

There is a road in Amsterdam that runs around the city center, which locals call the Ring.

There is also another Ring in the Netherlands, the Randstad, which is a cluster of several towns in the central part of the country, i.e. Almere, Amersfoort, Amstardam, Delft, Dordrecht, Gouda, Haarlem, Leiden, Rotterdam, The Hague, Utrecht, Zaanstad and Zoetermeer.

This time, however, I made up my own little Ring in the Noord-Holland region.

I took bus 314 (with the destination town of Hoorn) from Centraal Station in Amsterdam to Edam, a beautiful town famous for its cheese making traditions.

Tight, narrow streets and fairy-tale views. Houses covered with moss, fabulous cafes and small hotels. All this situated along amazing canals.

Fantastic displays in the shop windows. Quirky decorations in front of houses that seem to be dwarfs’ houses rather than of the super tall and well built Dutch. Magic, magic and one more time magic. Indescribable.

Broetje met Kaas – A roll with cheese

Who wants, can visit the cheese museum at 8 Damplein.

Edammse Kaas, or Edam cheese, was the most popular cheese in the world from the 14th to the 18th century and in my humble opinion it still deserves this title.

Charles V awarded to the city of Edam the rights to the Weight in 1526. 50 years later, Willem of the rulers of Oranje changed this law into a forever privilege. The modern Waag dates back to 1778, and official cheese markets were held here until 1922.

Every year in July and August, usually on Wednesdays and Saturdays in the afternoon hours, you can admire the action called beating of the cheese.

Local farmers and dairy farmers deliver their products to the famous Edam market either on canal boats or in horse-drawn carriages. These cheeses are then transported on special carriers that look like wooden cradles and placed in designated positions. This remarkable historical spectacle is held under the supervision of the market manager and is open to guild farmers.

Of course, let’s not forget about the beautiful traditional costumes that add an amazing historical atmosphere to the whole action .

The quality and age of the cheese is measured by tapping it as well as by drilling holes in it with a special drill and then tasting it. After such inspection, the cheese is transferred to a scale, where it is auctioned and the business is sealed with a handshake.

After this fantastic ritual called beating the cheese (from patting it), the cheese circles are reloaded, of course this time onto the merchant’s “carriage”. This unique action can be seen at Jan Nieuwenhuizenplein.

How to become Dutch

No matter how magical Edam is, I move on to Volendam. On foot, because how could you let go of these views? Boats and boatlets, birds, waves, although not powerful, because as you know, both towns are located on the Markermeer, which is – despite its name suggesting the sea – a lake that was created by man.

Namely, in 1932, the Dutch decided to separate the Zuiderzee Bay with a 32-meter dam called Afsluitdijk, thus creating the IJselmeer. Later in 1975, the IJselmeer was split into two parts by the Houtribdijk and Markerwaarddijk dam, which formed the southern part now called Markermeer.

As everyone knows, “God made the world, but the Dutch made the Netherlands.”

So I’m walking along the shore of the Lake Markermeer towards the colorful Volendam, and it takes me less than half an hour. The wind cuts across the face. Ah, it’s Christmas! And winters in the coastal Netherlands can redden the noses. On the way, I buy freshly smoked mackerel from a local fisherman.

Hmmm, nowhere else will you find this taste but in Volendam!

And these tiny houses appear before your eyes again. However, this is only an illusion. It is enough to enter one of the local restaurants to find out that these houses are quite spacious, and what is more, most of them are said to “go to the ground”, as one of the saleswomen said, referring to the basement, which is often also inhabited. The exterior facades are beautifully painted in distinguished shades of dark green and navy blue. The windows are entwined with beautifully carved boards, painted white. Older ladies, dressed in traditional clothes, bustle around the houses, clean the windows for Christmas. Fairytale!

I have already visited Volendam several times and each time it amazes me anew. During the first visit, of course, I was delighted with the possibility of taking a photo in a traditional Dutch outfit. There are several photographers and you can choose more or less extravagant backgrounds and themes, from an ancient stove to Harley Davidson. I followed the tradition and chose a stove with Delphic tiles.

The main seaside promenade is filled with souvenir shops for tourists, beautiful houses and small restaurants. The view of the lake is fantastic and on a sunny day you can see Marken from here, but more on that Treasure of Humanity in a moment …

It’s Christmas, twilight is coming. I decide to run to the local VVV, the Tourist Center, and ask for some accommodation. I rent a B&B room. A beautiful, quiet little house on the main square in the town. From here, only two steps to olienbolen, haha, yes “oil balls”, or donuts with a fantastic vanilla flavor, which cannot be copied in any way by yourself! I tried so!

Oliebolen is an integral part of the Christmas market in the Netherlands. Just like the skating rink, lights, music and this frost… this frost and fog have such a specific magic in them… Of course, everything can be explained scientifically, so I will also delve into the geography of the Netherlands a bit. But I only need a few words for this: depression, i.e. the location of the area almost 7 meters below sea level, water, water, water, very flat terrain and no trees. It is difficult for trees to take root in artificially created terrain. The houses are on stilts in the water, the trees need soil. So the spaces are very flat and nothing stops the constant sea breeze.

But I am going to watch the local Dutch eating delicious dinner with their families in the beautifully decorated cafes. How fun!

A flat cake on the water

I got up filled with olienbolen, but it did not prevent me from spending a nice time at breakfast with my hosts. However, I move on.

Unfortunately, there are no boats between Volendam and Marken that woud operate in winter, so I take the bus. This crazy island-non-island lies on a lake and has been entirely disconnected from the world yet not so long ago. Today you can get here either by the aforementioned ferry from Volendam or by boat, or the only road, which unfortunately is not for those faint hearted. It looks more or less like you are in a box that is sliding along a ribbon placed in the center of a water aquen. You look right – water, you look left – water… I was not afraid there. I went. Because Marken is something that you have to feel with your whole being to believe that it exists at all.

I cross a little bridge and I am in a different world. The “cake” is completely flat and is cut with the canals. Only beautiful wooden houses in the color of dark green and navy blue, looking like from some Andersen’s fairy tales (I know – not this country!) protrude a little higher above the surface of this flatness. Once, when Marken was still an island on the Zuiderzee, its inhabitants, constantly flooded, decided to fight the element by building houses on mounds made by hand for this purpose. So these are the only bumps you will notice here.

It actually feels like a fairy tale wandering along the canals. Funny fluffy chickens are peeking at me from their miniature cages. Everything is so miniature.

The oldest part of the village is a small square, a church and even smaller houses decorated with miniature colorful paintings, and souvenirs from trips to warm countries. And in front of these dwarf-sized houses, tables and chairs … Where am I? But the kids are just leaving school and their parents came on their bikes to pick them up. Damn what a world. I want to live here!

I’m going further. I rarely prepare for expeditions. I find places on the map and know that for some reason I want to see them. Usually the main reason is simply that I haven’t been there yet… So here too, I didn’t know where I was going to get. But I was walking. And I came. To the port. Heavenly Black.

Once upon a time, the inhabitants lived here from fishing, however, when the dam separating the village from the sea was built, fishing practically disappeared and the island ceased to be an island when in 1957 a road connecting it with the mainland was built.

Marken port is a miniature – how else! Surrounded by fairy-tale houses painted black I stand and look and the wind squeezes my tears out… But is it really the wind?

Clever Clogs

I go back to the bus stop. A beautiful little lighthouse looks at me from a distance, but I won’t have the time to see it closely. I’m going further, or actually closer, because towards Amsterdam.

In front of me, a local gentleman is riding a bicycle, wearing clogs. Dwarf-land like nowhere else!

Monnickendam – Stakes of Love

It’s worth jumping out of the bus to see this one, more medieval town in the region. Tourists often skip it on their one-day trips from Amsterdam to Edam and Volendam. Well, maybe that’s good, because I appreciated the silence and the festive-frosty-quiet atmosphere of this fairy-tale town.

Monnikendam was founded in the 13th century as a settlement of monks (monniken) from Marken and this beautiful port is probably named after them. It was the location at the mouth of the Purmel Ee River that ensured the development of this settlement, because it was here that larger boats and barges could flow in, which were the link for the Baltic region and cities such as Alkmaar or Purmerend.

Monnikendam is mostly cheese, herring smokehouses and boat building. Most of the buildings date back to the 17th century, when the city slowly began to lose strength compared to the rapidly developing Amsterdam.

So I ate dinner in one of the restaurants on the main street. It’s time for me, Schiphol is calling. I close my Ring. I think Louis Monnickendam himself would pat me on the shoulder for such a choice …

And what are these love stales you will ask !?

Have a beautiful evening,

Anna

One-Time
Monthly
Yearly

Make a one-time donation

Make a monthly donation

Make a yearly donation

Choose an amount

€5.00
€15.00
€100.00
€5.00
€15.00
€100.00
€5.00
€15.00
€100.00

Or enter a custom amount


Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

Your contribution is appreciated.

DonateDonate monthlyDonate yearly